Amen:

Album ten jest bardzo kontrowersyjny. Grupa zapowiadała powrót do korzeni, ale czy tak jest naprawdę? Nie do końca. Na wstępie trzeba powiedzieć, że jest to album równy, nie ma zbyt dużo piosenek wyróżniających się, ale za to jest to poziom dość wysoki. Rudy sie postarał, riffy i sołowki na łeb biją te znane z Cryptic writings czy Risk, każdy utwór od razu wpada w ucho i daje się łatwo zapamietać (porównywalnie z Youthanasią). Całość rozpoczyna się niezłym "Disconnect", a kończy dość długim (około 9 minut!) "When". Jest utwór instrumentalny "Silent Scorn", który stanowi jakby wstęp do najlepszej (moim zdaniem) piosenki na płycie - "Return to Hangar". Po raz pierwszy Mustaine napisał (wspólnnie z Pitrellim) balladę z prawdziwego zdarzenia, a mianowicie "Promises". Po raz pierwszy też napisał piosenkę, która trwa dłużej niż 6,5 minuty - wspomniany wcześniej "When". Jednak album prócz zalet ma też wady, do takowych zaliczyć można dość monotonny i momentami nudnawy wokal rudego (choć trzeba przyznać, że śpiewanie wychodzi mu coraz lepiej) oraz czasami mało uroznaicone riffy (szcególnie w "Moto Psycho" czy "Losing my senses"). Podsumowując, płyta ta na pewno nie zadowoli ortodoksyjnych thrashowców, ale może stanowić dobrą pozycję dla fanów heavy metalu.

Krótki komentarz: Ten, kto oczekiwał powrotu do stylu Megadeth, znanego z pierwszych płyt, może się mocno zawieść...
Ocena: 8/10

Ferres:

Megadeth zrobiło krok w dobrym kierunku - po porażce jaką był Risk każdego fana tej kapeli ucieszy zapewne wiadomość, że nowa płyta jest powrotem do dawnej stylistyki. Symbolizują to już na okładce stare logo i Vic Rattlehead. Niestety, słuszne założenia nie do końca przekładają się na satysfakcjonujący rezulat. Mówiąc po ludzku, The World Needs a Hero nie powala na kolana. Solówki gitarowe są naprawdę niezłe i jest ich sporo, ale mnie osobiście brakuje Marty'ego. Utwory są na wysokim poziomie, ale po kilku przesłuchaniach może ze trzy zostają w pamięci, a całość wydaje się dość monotonna. (Nic zresztą dziwnego, skoro na przykład "Disconnect" bazuje na jednym, chociaż wspaniałym riffie). Niektórym kawałki, jak pierwszy singiel "Moto Psycho" (nic ciekawego - ani riffu, ani melodii) albo tytułowy (beznadziejny, zniekształcony wokal w refrenie) wręcz mnie irytują. Mustaine śpiewa coraz lepiej, ale cały czas niezbyt dobrze. Te wszystkie usterki są jednak niczym wobec prostego faktu - otrzymaliśmy prawdziwie metalową, najlepszą od siedmiu lat płytę Megadeth. Biegnijcie do sklepów i kupujcie!

Krótki komentarz: Odważny krok w dobrą stronę, płyta warta polecenia, choć nie doskonała.
Ocena: 8/10

Ocena Dave'a Mustaine'a: 9/10