Ferres:

Kiedy usłyszałem po raz pierwszy, że Megadeth wyda tę płytę, byłem mocno zaintrygowany. Liczyłem że znajdą się na niej jakieś skarby z szuflady Rudego. Kiedy zobaczyłem pierwszą, wstępną, nie do końca ścisłą listę kawałków, które miały się znaleźć na tym albumie, pomyślałem, że to chyba jakaś pomyłka. A kiedy dowiedziałem się jak co ostatecznie zawiera ten album, pomyślałem "Co to, kurwa, ma być?!" Panie i panowie, niniejszym ogłaszam, że Megadeth po raz drugi nabrało swoich fanów. Parę lat temu otrzymaliśmy wyjątkowo nieudaną składankę Capitol Punishment..., wydaną tylko po to żeby Megadeth mogło odejść z Capitol Punishment, a teraz mamy tę oto nową-starą płytę wydaną chyba tylko dlatego by Megadeth mogło rozwiązać kontrakt z Sanctuary Records.

Zajmijmy się samą muzyką. Ani "Time", ani "Use the Man" ani "The Conjuring" nigdy nie zaliczały się do ulubionych kawałków fanów Megadeth i wątpię, by znalazło się wiele osób które zechciałyby kupić płytę właśnie dla nich. Z tych niepublikowanych wcześniej koncertowych wykonań wspomnianych utworów najciekawszy wydaje się ten trzeci, na żywo wypada znacznie lepiej niż w wersji znanej z albumu Peace Sells..., głównie dzięki brzmieniu perkusji DeGrasso i syczącemu wokalowi Dave'a. Nasuwa się pytanie dlaczego nie mogli wrzucić na tę płytę chociażby "Prince of Darkness", który także był grany podczas jednego z dwóch ostatnich koncertów Megadeth? Odpowiedź brzmi: najprawdopodobniej jest on potrzebny jako utwór dodatkowy do japońskiej wersji albumu Rude Awakening. Czy to samo w sobie nie świadczy o tym jak Dave po macoszemu traktuje swoich fanów (poza tymi z Japonii)?

Pozostałe utwory koncertowe to bliźniacze wersje tych już opublikowanych na "Rude Awakening". Dodajmy, to te są gorsze wersje (gdyby były lepsze, same znalazłyby się na albumie koncertowym). A wybór kawałków z The World Needs a Hero także trochę irytuje: gdzie się podziało melodyjne "Disconnect"? Albo ciężkie "1000 Times Goodbye"? Still Alive... And Well? zyskałoby gdyby te utwory zastąpiły mdłą balladkę "Promises" i nudny "The World Needs a Hero".

Jeśli po tym wszystkim co napisałem doszliście do wniosku, że wydanie Still Alive... And Well? było posunięciem pozbawionym sensu, to muszę wyprowadzić was z błędu. Otóż zarówno The World Needs a Hero jak i Rude Awakening sprzedawały się bardzo słabo (szczególnie jeśli się weźmie pod uwagę że były to dokonania obiektywnie niezłe), dlaczego by więc nie sprzedać ich zawartości drugi raz? Z biznesowego punktu widzenia wszystko gra, ale dla mnie, fana Megadeth, takie postępowanie jest po prostu obrzydliwe. I być może to obrzydzenie przysłania mi nieco fakt, że ten album zawiera sporą porcję wspaniałej muzyki, łącznie z kilkoma hitami Megadeth w wersjach koncertowych.

Krótki komentarz: Zamiast tego albumu kup sobie Rude Awakening albo The World Needs a Hero. A najlepiej obydwa.
Ocena: 6/10