Ferres:

Po raz pierwszy od dłuższego czasu (bodaj od 1997 roku) wysłuchałem nowego albumu Megadeth z prawdziwą przyjemnością od początku do końca. Nic dziwnego, skoro ten koncert to tak naprawdę "The Best of" na żywo, w dodatku znacznie staranniej przemyślane niż niefortunne Capitol Punishment... Ale i tu dobór utworów jest nieco kontrowersyjny - mimo iż rzekomo kawałki dobrali fani w internetowym głosowaniu. Jakoś nie chce mi się wierzyć, iż mega-maniacy nie mieli ochoty na "Paranoid" albo "Anarchy in the UK" - ja mam dużą i pozostaje ona niezaspokojona. Fajnie byłoby też mimo wszystko usłyszeć coś z Risk - ciekawe jak na żywo wypada "Insomnia"? ("Prince of Darkness" był grany tamtego wieczoru ale został opublikowany tylko jako dodatkowy utwór rzadkiej, kilkutysięcznej edycji tej płyty - błąd moim zdaniem). Z "Paranoid" lub bez, Rude Awakening wgniata w fotel, jest to album wprost fenomenalny, którego mógłbym słuchać bez końca. Thrashowe utwory z pierwszych płyt powalają swoją mocą, kawałki z Cryptic Writings pokazują swoje surowe, rockowe oblicze. Brzmienie sekcji a szczególnie gra Jimmy'ego nadają starym utworom nowy wymiar. Materiał z The World Needs a Hero świetnie sprawdza się na żywo. Wydawałoby się więc, że każdy fan Megadeth powinien być uszczęśliwiony, a jednak... Wyć się chce, jak się słyszy, jak Pitrelli katuje niektóre solówki Friedmana. Nie wiem, czy mu po prostu nie wychodzi, czy on umyślnie usiłuje coś udziwnić, ale efekt jest żałośnie daleki od lekkości Marty'ego. Na żywo słychać też, że Dave nie jest genialnym wokalistą, a w kilku kawałkach za sprawą produkcji wokal jest niewyraźny i zniekształcony. Żenująca wpadka, jak na zespół o takich możliwościach i takiej pozycji. Ale nie ma nad czym rozpaczać, ta płyta jest tak dobra, że słuchając jej nie myśli się o tych niedociągnięciach. Odejmuję jeden punkt za solówki Pitrellego.

Krótki komentarz: Tę płytę powinien mieć każdy fan ciężkiej muzyki!
Ocena: 9/10