Amen:

Ten album to prawdziwy majstersztyk, każda piosenka jest świetna, nie ma właściwie słabych momentów. Według mnie należy ona do płyt "które nigdy się nie nudzą" (jak choćby Ride the Lightning Metalliki, czy Chaos A.D. Sepultury :). Jest ona także największym sukcesem komercyjnym Megadeth i w rankingu bestsellerów w USA ustapiła miejsca tylko Czarnemu Albumowi Metalliki. Mimo tego płyta jak najbardziej przypomina thrash metal, a piosenki są, jak na ironię antykomercyjne, gdzie o wielkości nie decyduje jeden riff a cały utwór (np. w "Symphony of Destruction" riffek jest śmiesznie prosty, a jednak piosenka poraża swoją "mocą"). Produkcja albumu zbiegła się z zamieszkami czarnej ludności w Los Angeles, co też miało wpływ na muzyków z Megadeth.

Krótki komentarz: Zdecydowanie najlepsza płyta Megadeth.
Ocena: 10/10

Ferres:

Zamiast pisać recenzję tej płyty, powinienem raczej odmówić modlitwę w podziękowaniu za to, że Stwórca obdarzył ludzkość rudym geniuszem znanym jako Dave Mustaine. Prawie każda piosenka z tego albumu mogłaby być singlowym przebojem. Countdown to Extincion to wielki, wspaniale błyszczący diament, ale niestety nie bez skazy. A raczej bez kilku drobnych zarysowań, na tyle głębokich jednak, bym nie zgodził się z Amenem - ta płyta ma słabsze punkty. Jest takim słabszym punktem niezbyt udany utwór "Psychotron". Niektóre dość głupie teksty. Niby prościutka, ale jakoś kiepsko brzmiąca gra Nicka Menzy na perkusji (która boli mnie szczególnie gdy słucham tej właśnie płyty). I przesunięcie Vica Rattleheada na tył okładki :) Mówiąc bardziej serio, mam wrażenie, że niesłusznie chwali się tylko "Symphony of Destruction", a nie docenia się takich perełek jak "Countdown to Extincion" - szkoda, że nie ma na tej płycie więcej takich melodyjnych utworów jak tytułowy - czy "Ashes in Your Mouth" - tu uszy fanów cieszy najlepszy chyba riff jaki wyszedł spod pióra (kostki?) Mustaine'a.

Krótki komentarz: Arcydzieło, klasyka heavy metalu, ten album po prostu wypada mieć.
Ocena: 10/10

Ocena Dave'a Mustaine'a: 10/10