Wywiady i artykuły o Megadeth


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Dar

źródło: Tylko Rock 9/1999
wywiad z Dave'm Mustaine'm, rozmawiał: Robert Sankowski


To mógł być ostatni wywiad w moim życiu. To mógł być też ostatni wywiad, jakiego udzielił Dave Mustaine. Po prostu według rozmaitych proroctw następnego dnia miał skończyć się świat. Nie skończył się. Dzięki czemu dziś możecie czytać poniższą rozmowę z liderem Megadeth...

Mr. King. Pod takim nazwiskiem Mustaine zameldował się w jednym z londyńskich hoteli. Nie wiem, dlaczego użył akurat takiego pseudonimu. Nie zapytałem go o to wprost. Zabrakło czasu. Trzeba jednak przyznać, że do tego dość kontrowersyjnego muzyka taka prowokacyjna ksywka pasuje całkiem nieźle. Wyobrażam sobie, że Dave miał niezłą zabawę, gdy dzwoniący do niego w sprawie wywiadu dziennikarze każdorazowo musieli prosić hotelową recepcjonistkę o połączenie z królem...

Możliwe też, że było zupełnie inaczej. Że był to wyraz szczególnej przekory. Bo jakoś nie miałem wrażenia, aby Mustaine czuł się tego dnia jak na króla przystało. Był wyraźnie zmęczony. A może raczej znudzony, chyba odrobinę rozdrażniony. Wyciąganie od niego odpowiedzi na kolejne pytania szło jak po grudzie. W trakcie wywiadu z zazdrością myślałem o redakcyjnych kolegach, którzy dla naszego pisma robili wcześniejsze wywiady z Dave'm. Ich spotkania z liderem Megadeth wyglądały o wiele lepiej. Mustaine był miły, wesoły i nad podziw gadatliwy. Skąd taka zmiana? Chyba można to zrozumieć. No bo jaki muzyk myśli z entuzjazmem o udzielaniu wywiadów w niedzielę. I to na dodatek o dziesiątej rano? A tak właśnie było w przypadku naszej rozmowy...

Na początek w ogóle nie wspominaliśmy o Megadeth. Zaczęliśmy od wymiany uwag na temat zupełnie innego zespołu. Iron Maiden. Mieliśmy jednak ku temu powód. I to nie byle jaki. Obie formacje ruszały właśnie na wspólną trasę koncertową. Zapowiadała się więc naprawdę niezła impreza...


Tylko Rock: Czy Iron Maiden ma dla ciebie jakieś szczególne znaczenie? Co czujesz tuż przed rozpoczęciem koncertów?

Dave Mustaine: Myślę, że nasze wspólne występy będą czymś naprawdę fantastycznym. Iron Maiden był dla mnie zawsze wyjątkowym zespołem. Szczególnie wtedy, gdy sam zaczynałem dopiero stawiać pierwsze kroki na scenie. Dlatego teraz cholernie ekscytuje mnie, że jedziemy na trasę z oryginalnym... no, nie z oryginalnym, ale z najsłynniejszym, i to na dodatek powiększonym do sześciu osób, składem tej formacji...

TR: New Wave of British Heavy Metal był niezwykle istotny dla wielu muzyków z grup thrashmetalowych. Co ciekawe, na ogół jako najbardziej inspirujące wymieniają oni jednak formacje, które nie osiągnęły większego sukcesu. Nie Iron Maiden na przykład, lecz Angel Witch lub Diamond Head. Czy to nie ironia losu?

DM: Żeby naprawdę zaistnieć, nie wystarczy tylko dobrze grać. Musisz mieć także dobrego menedżera, dobry kontrakt płytowy, właściwą promocję, no i możliwość grania naprawdę wielu koncertów. Dopiero to wszystko składa się na prawdziwy sukces...

TR: Jaka muzyka sprawiła, że zacząłeś grać na gitarze?

DM: Brytyjski rock. I to chyba jeszcze z czasów w British Invasion. Na pewno ważna była dla mnie także New Wave of British Heavy Metal. Ale z innych powodów. Gdy zacząłem słuchać płyt z tą muzyką, mój styl gitarowy był już względnie ukształtowany...

TR: A co ma na ciebie wpływ dzisiaj?

DM: Dzisiaj? Nic. Nie mogę wymienić żadnej muzyki i żadnego muzyka, który wpływałby jakoś na moje granie. Co nie znaczy, że w ogóle nie słucham płyt innych artystów. Zawsze na trasę koncertową zabieram ze sobą całą masę albumów. Chętnie słucham też radia. No i oglądam MTV. Bardzo lubię to robić. Lubię oglądać teledyski.

TR: Thrash metal narodził się z połączenia klasycznego metalu i punkowej energii. Czy nie myślisz, że to właśnie ten styl zapoczątkował tak modne dziś przełamywanie barier pomiędzy różnymi muzycznymi światami?

DM: Zupełnie się z tym nie zgadzam. Weź chociażby zespoły w rodzaju Led Zeppelin czy the Rolling Stones. One też mieszały najróżniejsze style i gatunki. No i nie możemy zapominać o Beatlesach. Oni brali na przykład coś z bluesa, coś z rocka, coś z muzyki klasycznej i tworzyli z tego zupełnie nową jakość. To był prawdziwy początek tych przemian, które doprowadziły nas do takiej mnogości stylów i gatunków. Natomiast thrash był raczej tylko następstwem takiego właśnie podejścia do grania...

TR: Na pewno masz rację. Ja jednak myślałem o tym, że na początku lat osiemdziesiątych każdy styl był w swoim getcie. Punk był punkiem, metal metalem i tak dalej. Thrash jako pierwszy od wielu lat przełamywał takie stereotypowe myślenie...

DM: Może i tak. Ale te podziały, o których wspomniałeś, tak naprawdę nigdy nie zniknęły. Są dziś równie silne, jak kiedyś. Ludzie są zbyt leniwi, aby samemu słuchać muzyki, wyrabiać sobie zdanie i dokonywać wyborów. Dlatego wolą raczej zrzucać te obowiązki na innych. Czekają, aż ktoś zdecyduje za nich. Aż poukłada wszystkie płyty w odpowiednich przegródkach, oznaczonych właściwymi etykietkami.

TR: Jakieś dziesięć lat temu wydawało się, że thrash podbije na długo światowe rynki. Płyty sprzedawały się znakomicie, zespoły miały całą armię fanów. Do ostatecznego sukcesu jednak nie doszło. Jak myślisz, dlaczego?

DM: Myślę, że już odpowiedziałem na to pytanie, mówiąc o New Wave of British Heavy Metal. Tu zadziałał dokładnie ten sam mechanizm. W tym biznesie musi stać za tobą naprawdę dobra wytwórnia, w której na dodatek szefowie są przekonani, że warto w ciebie inwestować...

TR: I to jedyny warunek sukcesu?

DM: Jeden z ważniejszych. Bo sam sukces to splot wielu okoliczności. To jasne, że sama promocja nie uczyni z ciebie gwiazdy. Musisz mieć też coś do zaoferowania w muzyce. Cała masa zespołów thrashowych grała na tyle ostro i szybko, aby zainteresować różne firmy płytowe. Ale to nie wystarczyło. Zabrakło im tego najważniejszego, dobrych piosenek.

TR: Erik Peterson z Testamentu, z którym ostatnio rozmawiało moje pismo, wspomina, że pomiędzy formacjami thrashowymi nie zawsze układało się najlepiej. Podobno legendarna trasa Clash of the Titans była swoistą rywalizacją kilku gwiazd...

DM: Na pewno było wtedy między nami coś na kształt rywalizacji. W tamtym okresie wszyscy byliśmy w szczytowej formie. I nie ma w tym nic dziwnego, że podczas takiej trasy każda grupa starała się udowodnić, że jest najlepsza pod względem muzycznym. Niestety, doszły do tego także inne sprawy. Zespoły nie trzymały się wtedy razem. Muzycy nie spędzali ze sobą zbyt wiele czasu. Nie było poczucia wspólnoty. Wszyscy trzymali się tylko swoich obozów. Było wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. Nie bez winy była też prasa muzyczna. Wielu dziennikarzy wypisywało o nas najróżniejsze bzdury. Zupełnie, jakby zależało im na tym, aby nas skłócić...

TR: Skoro już mówimy o relacjach między zespołami... Zdaję się, że twoje stosunki z Metalliką już od lat układają się naprawdę dobrze...

DM: To prawda. Powiem ci, że poprzedni wieczór spędziłem właśnie z kolesiami z Metalliki.

TR: Tym dziwniejsza wydaje mi się plotka, według której podobno chcesz właśnie teraz nagrać z Megadeth kilka utworów Metalliki, podpisać je swoim nazwiskiem i w ten sposób pokazać, że są to jednak kompozycje twojego autorstwa. [Mówiło się w tym kontekście o "Call of Ktulu" - przyp. Ferres]

DM: Nic z tych rzeczy! to jakaś straszna bzdura! Nic takiego nie zamierzamy robić!

TR: Za to zamierzacie wydać nową płytę, Risk, która ukaże się...

DM: ...Dokładnie szóstego września. Takie są plany firmy płytowej. Więc, jeśli wcześniej nie dojdzie do jakichś nieoczekiwanych poślizgów, możecie od tego dnia szukać Risk w sklepach. Warto. To naprawdę świetna płyta. Pozwoliliśmy sobie na nim na pewne eksperymenty. Wymieszaliśmy wiele różnych stylów i gatunków. Jak dla mnie to najlepsza płyta w dorobku Megadeth. Ludzie, którzy już słyszeli ten materiał w Ameryce, podzielają moją opinię. Mam więc nadzieję, że i w Europie Risk poradzi sobie całkiem nieźle.

TR: Od zawsze hołdujesz klasycznemu metalowemu image'owi. Ciekaw jestem, co sądzisz o panującej od paru lat wśród metalowców modzie na raczej krótkie włosy?

DM: To nieistotne. Jeśli jesteś dobry, jeśli nagrywasz dobre płyty, możesz wyglądać tak, jak chcesz, bo ludzie będą zwracali uwagę przede wszystkim na twoją muzykę.

TR: Dla wielu fanów image jest jednak swego rodzaju świętością. Czymś na kształt munduru, który zobowiązani są nosić wszyscy zwolennicy danego stylu czy gatunku.

DM: To prawda. Tak jest na przykład w świecie metalu. To nieodłączny element tego środowiska. Ja jednak nie uważam, że muszę wyglądać w ten czy inny sposób, aby dopasowywać się jakichś mód. Zawsze podążam własną drogą. Wyglądam tak, jak chcę. Zresztą dla mnie o wiele ważniejsze, niż wygląd, jest to jak się czuję. A czuję się świetnie. Gdyby było inaczej, wtedy zacząłbym się zastanawiać jakie są tego przyczyny...

TR: Czy granie koncertów bawi cię tak samo, jak, dajmy na to, piętnaście lat temu?

DM: Z zasady koncerty są ekscytujące. Ale ogólne wrażenie zależy od wielu rzeczy. Na przykład od tego, gdzie grasz. Jeśli jest to jakaś fajna sala wypełniona na dodatek naprawdę dobrą publicznością, możesz być tak podekscytowany, jakby to był twój pierwszy występ. Ale jeśli występujesz w jakimś bagnie, może cię to naprawdę zdołować. Wtedy trudno dać z siebie wszystko. Mimo że przecież zawsze trzeba dawać z siebie wszystko. Czasami ludzie, dla których grasz, oglądają cię po raz pierwszy w życiu. I wtedy warto zapomnieć, że nagłośnienie jest do dupy, a w garderobie coś cuchnie. Najważniejsi są fani.

TR: Skoro występy potrafią ekscytować cię tak, jak dawniej, to co zmieniło się w tobie przez te kilkanaście lat? Stosunek do muzyki? A może do show businessu?

DM: Chyba głównie mój stosunek do przemysłu muzycznego. Dziś ta branża to rzeczywiście przede wszystkim przemysł. Liczą się tylko interesy. Niby tak było zawsze. Ale dziś jest to zdecydowanie bardziej widoczne. Nie chodzi już o nagrywanie muzyki, lecz o sprzedaż jak największej ilości płyt i wyciągnięcie z tego jak największej kasy. To bardzo smutne. Chociaż można się do tego przyzwyczaić. Ja na przykład nauczyłem się akceptować rządzące tą branżą zasady. Kiedyś było inaczej. Wkurzał mnie nawet najmniejszy drobiazg. Dzisiaj naprawdę trudno wyprowadzić mnie z równowagi...

TR: W wywiadach często wspominasz o żonie i dziecku. Nie masz czasami ochoty zrezygnować z kolejnej trasy i zostać z nimi dłużej w domu?

DM: No wiesz, taka jest moja praca. Bóg dał mi taki dar. Gram muzykę. W ten sposób zarabiam na życie. I na pewno nie zapewniłbym mojej rodzinie tego, co ma, gdybym siedział w domu. To prosta prawda.

TR: A nie tęsknisz za rodziną, gdy jesteś na trasie?

DM: Czasami.

TR: Pytam cię o to, bo akurat w tym tygodniu przyjemniej byłoby chyba być razem ze swoimi bliskimi. Według przepowiedni rozmaitych jasnowidzów, w tym i samego Nostradamusa, jutro czeka nas koniec świata...

DM: Takie tam gadanie! Słyszałem o tych proroctwach. Ale za cholerę w nie nie wierzę. Weź na przykład Nostradamusa. Podobno przewidział pojawienie się Hitlera. Tyle że w jego przepowiedni koleś nazywa się Hisler. Jeśli więc Nostradamus pomylił się o jedną literę, równie dobrze mógł też przekręcić jedną cyfrę. I na przykład dzień Sądu Ostatecznego nadejdzie nie w 1999, lecz w 2999...

TR: Ale w ogóle wierzysz, że kiedyś coś takiego może się zdarzyć?

DM: Tak. Ale nikt nie wie naprawdę, kiedy. Nikt poza samym Bogiem. Więc dlaczego miałby to wiedzieć Nostradamus.


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth.rockmetal.art.pl
Wywiady | Strona główna | Z powrotem na górę | Napisz do nas