Wywiady i artykuły o Megadeth


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii

źródło: Thrash'em All 6/2001 (październik/listopad)
wywiad z Dave'm Mustaine'm, rozmawiał: Łukasz Dunaj


Ten zespół, odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze był na topie. Zawsze jednym tchem wymieniany pośród największych gwiazd świata muzyki metalowej. Kwestią dyskusyjną jest czy ktoś darzy Megadeth płomiennym uczuciem, czy tez wręcz przeciwnie, znaczącej roli w budowaniu bardziej przystępnego i masowego oblicza metalu tej grupie odmówić nie można. To było moje kolejne spotkanie z Davem Mustainem na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy i chyba jeszcze bardziej sympatyczne niż poprzednie. Ale jak mogło być inaczej, skoro w dniu warszawskiego koncertu, z żywą legendą thrash metalu przyszło mi rozmawiać w pokojach apartamentu prezydenckiego (!) hotelu Marriott. Rozwaliwszy się wygodnie na kanapach zadałem liderowi Megadeth kolejnych parę pytań.


Trash'em All: Minęło już kilka miesięcy od premiery The World Needs a Hero. Czas już na pierwsze podsumowania. Zauważyłem, że w ważniejszych tytułach branżowej prasy niemieckiej, wasza ostatnia płyta dostała bardzo niskie noty. Czy Cię to jakoś szczególnie martwi?

Dave Mustaine: Raczej nie. Każdy ma przecież prawo do wyrażania własnych opinii. A z opiniami jest jak z dziurami w dupie, każdy ma swoją. Ci faceci dostają kasę za krytykowanie płyt. Ich zdanie jest tak samo nieistotne jak moje. Ważny jest pogląd słuchacza, który za daną płytę musi zapłacić i raczej nie wyda pieniędzy wbrew sobie, nawet jeśli mu się nie podoba. To raczej oczywiste. Poza tym rynek niemiecki jest bardzo specyficzny. Wiele osób chciałoby, żebyśmy do końca życia nagrywali kolejne wersje Rust in Peace.

TA: Chyba jednak nie możecie narzekać na koncertowy aspekt promocji nowej płyty. Wystarczy wspomnieć choćby serię koncertów z AC/DC.

DM: Rzeczywiście, wspólne koncerty u ich boku były dla mnie niemal jak spełnienie młodzieńczych marzeń. Podziwiałem ten zespół, kiedy dopiero zaczynałem grać na gitarze i trasa, która obecnie odbywa się po Europie AC/DC udowodniła mi, że to nadal wielki band, na którego show przychodzą dziesiątki tysięcy ludzi. Nigdy nie podejrzewałem, że będę tak blisko nich, że spędzę tak miłe chwile na rozmowach z Angusem Youngiem, to wspaniałe doświadczenie. Niemniej jednak, była to dla Megadeth zaledwie rozgrzewka przed właściwą częścią europejskiej trasy. Po jej zakończeniu jedziemy do Japonii, Singapuru, Australii, Nowej Zelandii, a cały okres wakacyjny spędzimy na ogromnej, prawie 50-koncertowej trasie po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Czekają nas bardzo wyczerpujące miesiące, ale oczywiście bardzo cieszymy się, że mamy możliwość tak dużej częstotliwości grania na żywo. Chcemy wszędzie dotrzeć tam, gdzie fani oczekują na nasz przyjazd.

TA: Jaka jest różnica między graniem z Alem Pitrelli, a Martym Friedmanem?

DM: Być może Marty był większym showmanem, bardziej skupiał na sobie uwagę lasek przychodzących na koncerty, co nie zawsze mi się podobało [śmiech]. Al jest bez wątpienia brzydszym facetem, ale już mogę stwierdzić, że wolę grać właśnie z nim. On jest po prostu bezbłędny i przy tym niezwykle spokojny, skoncentrowany na tym, co robi. Mam czasami wrażenie, że gdybym podszedł do niego w czasie koncertu i walnął go w ryj, Al nawet nie zmrużyłby oka. Najwyżej powiedziałby: "Co ty robisz dupku?" [śmiech]. Marty z pewnością uciekłby z płaczem za scenę.

TA: Mówiłeś ostatnio, że jesteś szczęśliwie żonatym facetem, skąd więc pomysł na napisanie utworu: "1000 Times Goodbye", który traktuje o niezbyt pozytywnych stronach relacji damsko - męskich?

DM: Nie zawsze to co piszę musi przekładać się na moje prywatne życie i problemy. Często tak było, ale nie jest to regułą. "1000 Times Goodbye" to raczej uniwersalny w swej wymowie kawałek o uczuciu, gorzkim uczuciu, kiedy kobieta zostawia faceta, żegnając go słowami "zostańmy przyjaciółmi", albo "Kocham cię jak brata". Co to za nonsens?! Może w Alabamie, gdzie bracia i siostry śpią w jednym łóżku brzmi to normalnie, ale w innych okolicznościach jest to jeszcze jeden pieprzony frazes. Powiedz sam, czy masz ochotę spotykać się ze swoimi dziewczynami sprzed lat, które cię spławiły? Ja bym nie miał.

TA: Czy jesteś religijnym człowiekiem? Pytam, ponieważ we wkładce do ostatniej płyty, w pierwszej kolejności dziękujesz Bogu...

DM: Nie jestem człowiekiem religijnym, ale z pewnością wierzącym. Moim zdaniem to zasadnicza różnica. Trzeba grubą linią oddzielić od siebie duchowość i religijność. Religijność jest dla ludzi, którzy chodzą do kościoła w obawie przed piekłem, robią to z poczucia obowiązku, nie zastanawiając się nawet o co w tym wszystkim chodzi. Ja od pewnego czasu nie łamie już tylu boskich przykazań, co kiedyś [śmiech]. Mojego postępowania nie zmienił jednak strach przed sądem bożym, a wewnętrzna potrzeba zmian, doskonalenia samego siebie, rozwiązywania swoich problemów w inny sposób, niż zagłuszanie ich alkoholem i narkotykami. Odkryłem wartość Boga, ale to jest mój prywatny Bóg i osobisty kontakt z nim bardzo sobie cenię. Tak czy inaczej nie zmieniłem się zbytnio, ponieważ za to wszystko co w życiu zrobiłem i tak zasługuje tylko i wyłącznie na piekło.

TA: Jesteś pewien, że tam właśnie trafisz po śmierci?

DM: Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Wiem, że jestem teraz innym Mustainem niż piętnaście lat temu, ale zawsze byłem szczery wobec samego siebie. Wszystkie błędy, które popełniłem w przeszłości były następstwem mojej nieodpowiedzialności, głupoty i krótkowzroczności. Na przykład nigdy nie oczerniałem chłopaków z Metalliki, że mnie wyrzucili z kapeli. Chlałem tak ostro, że nie byłem w stanie nad sobą zapanować. Nie oszukujmy się, nie zmieniłbym także swego życia tak bardzo, gdyby nie to, że stanąłem jedna nogą na tamtym świecie. Jest takie przysłowie, że jak ktoś się wyrwie ze szpon śmierci, wraca między żywych silniejszy. Tak tez stało się ze mną. To nie odbyło się na zasadzie, że pewnego pięknego ranka pocałowałem żonę w czoło i powiedziałem jej: "Wiesz kochanie, od dziś kończę z ćpaniem i wódką". Odstawiłem to w cholerę, ponieważ bałem się o swoje zasrane życie.

TA: Masz na sobie koszulkę z plakatem z filmu "Człowiek z blizną", w którym główną rolę zagrał Al Pacino. Czy to twój ulubiony aktor?

DM: Bardzo go szanuję, a "Człowiek z blizną" to wspaniały, ponadczasowy film. Gdybym jednak miał wybrac ulubionego aktora, to byłby to niewątpliwie Clint Eastwood. Uwielbiam te kreacje mocnych, niezłomnych facetów, które odtwarzał na ekranie. Kiedy byłem gnojkiem, widziałem w nim super twardziela, który sam w pojedynkę jest w stanie ocalić świat od zła. Ten jego wzrok i kamienny wyraz twarzy... Próbowałem go nawet w tym kiedyś naśladować. Oczy Eastwooda potrafią powiedzieć "Shut the fuck up, you stupid fucking fucker", kiedy jego usta milczą [śmiech]. Niedawno Al zapytał mnie dlaczego gapię się na niego jak Clint Estwood. Zamiast odpowiedzieć, powiedziałem: "O to właśnie chodziło!"

TA: Czy planujesz zaskoczyć nas w niedalekiej przyszłości nagraniem jakiegoś ubocznego projektu? MD. 45 był jednorazowym przedsięwzięciem?

DM: MD. 45 to definitywnie zamknięty rozdział. Nagrałem tę płytę, aby odreagować jakoś ciśnienia związane z Megadeth, pograć trochę łatwiejszą, bardziej agresywną muzykę, której i tak nikt nie będzie oczekiwał i traktował zbyt serio. Teraz nie mam jednak czego odreagować. Całą swoją energię skupiam na odbudowie Megadeth. Ostatnie lata nie były dla nas zbyt dobre: problemy z menedżerami, wytwórnia, gwałtowny spadek sprzedaży płyt. Trzeba było powiedzieć temu "nie". Wiem, że to na się powiodło. Nagraliśmy bardzo dobry album, który gdyby został wydany po Countdown to Extinction sprzedałby się w podobnych ilościach co on. Jednak przez ten cały okres, dzielący oba krążki, dużo się wydarzyło. Mnóstwo dobrego i złego gówna, którego musieliśmy ponieść konsekwencje. Najważniejsze, że znowu jesteśmy silni, skonsolidowani i śmiało patrzymy co przyniesie przyszłość.

TA: Chciałbym standardowo zapytać cię teraz, czy wiesz co się dzieje obecnie z byłymi muzykami Megadeth?

DM: Chris Poland - spotkaliśmy się całkiem niedawno podczas kręcenia programu o Megadeth w serii "Behind The Music" dla telewizji VH1. Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz się widzieliśmy, więc było o czym pogadać. Z tego co mówił, kontynuuje on swoją solową karierę. Gar Samuelson - Gar nie żyje. Dowiedziałem się o tym jakieś dwa lata temu. To przykre, że nie zostaliśmy zaproszeni nawet na jego pogrzeb. Przypuszczam, że jego rodzina sądzi, iż to właśnie przez Megadeth wpieprzył się poważnie w narkotyki. Nie wiem, czy taka właśnie była przyczyna jego zgonu, ale jest to wysoce prawdopodobne. Jeff Young - chyba ostatni się ożenił. Wiem, że wciąż zarabia na życie w piśmie instruktażowym dla gitarzystów. Chuck Behler - Dave Ellefson spotkał go niedawno w Los Angeles. Podobno przestał ćpać i ma się bardzo dobrze. Chciałbym go spotkać, ponieważ wciąż świetnie go wspominam. Prawdziwy dobry duch kapeli. Nick Menza: nie widziałem go od czasu odejścia z zespołu, ale ci, którzy go widzieli twierdzą, że Nick wpieprzył się w poważne kłopoty z samym sobą. Nie wiem co dokładnie mieli na myśli, ale chyba chodzi o nawrót narkotykowego nałogu. Nick rozpowiadał o mnie przeraźliwie głupie plotki, ale mam nadzieję, że kiedyś się ocknie i wyprostuje sobie życie. Oby nie było za późno...

TA: Jeszcze przed nagraniem przez Megadeth pierwszej płyty, w składzie, który wówczas kompletowałeś przewinął się Kerry King. Czy możesz powiedzieć mi coś więcej o tym epizodzie?

DM: Kerry nigdy nie zostałby członkiem Megadeth. Poznaliśmy się, kiedy we wczesnych latach 80. Slayer otwierał koncert Metalliki. Później rzeczywiście zadzwoniłem do niego, zagraliśmy parę prób, ale nic z tego nie wyszło. Styl Kinga jest perfekcyjny dla Slayera, ale my najwyraźniej nie nadawaliśmy na tych samych falach.

TA: W Internecie można znaleźć sporo utworów takich jak "Crown of Worms", "New World Order", które nigdy nie ukazały się na waszych regularnych albumach. Czy możemy się w przyszłości spodziewać Hidden Treasures II?

DM: Jeżeli tylko uzbiera się takich utworów wystarczająca ilość, aby skompletować cały album, na pewno to zrobimy. Wymienione przez ciebie utwory pochodzą z japońskich wersji naszych albumów. Zawsze musimy dołożyć coś ekstra z myślą o tamtejszym rynku. Dzieje się tak, aby japońscy fani nie ściągali sobie tańszych płyt z importu. Płyty są u nich bowiem bardzo kosztowne, toteż fani wymogli na wytwórniach płytowych, aby za te ceny otrzymywali więcej muzyki niż inni. Taka już specyfika tamtejszego rynku.

TA: Na koniec przypomnij sobie trzy najgłupsze plotki, które usłyszałeś na swój temat.

DM: Kilka rozgłośni radiowych podało, że nie żyję. To była najgorsza plotka. Co jeszcze? Że Glenn Danzig pobił mnie do nieprzytomności i że jestem gejem. Więcej równie spektakularnych sobie nie przypominam.


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth.rockmetal.art.pl
Wywiady | Strona główna | Z powrotem na górę | Napisz do nas