Wywiady i artykuły o Megadeth


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Znowu w siodle

źródło: Thrash'em All 4/2001 (czerwiec/lipiec)
wywiad z Dave'm Mustaine'm, rozmawiał: Łukasz Dunaj


Podobno świat potrzebuje bohatera. Nie będzie to jednak Super Man, Orient Man, czy też inny Super Pies, a nowy album Megadeth, który jak zapewne wszyscy doskonale wiecie nosi tytuł The World Needs a Hero. Ma to być odrodzenie tego giganta metalowej sceny, który swoim ostatnim dziełem Risk spowodował poważną konsternację wśród swoich nawet najwierniejszych fanów. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz jesteśmy zatem świadkami powrotu synów marnotrawnych na łono metalu i nawiązania do czasów ich chlubnej przeszłości. Nowy album Megadeth śmiało nawiązuje do największego sukcesu komercyjnego w dziełach grupy, czyli Countdown to Extinction, chociaż pewne pierwiastki cechujące genialny Rust in Peace równieżna The World Needs a Hero są obecne. Nowy album, nowy gitarzysta, nowy wydawca. Słowem, nowy początek. Ciekawe jakim echem odbije się na świecie powrót odrodzonego zespołu Dave'a Mustaine'a. Nie ukrywam, że możliwość rozmowy z tym właśnie człowiekiem była dla mnie dużym wyzwaniem i zarazem przyjemnością. Bałem się, że sprawdzą się obiegowe opinie na temat rzekomej arogancji i buty lidera Megadeth, ale na szczęście wszelkie moje obawy spełzły na niczym w konfrontacji z tym niesamowicie płowowłosym i szczerym do bólu dżentelmenem. Oto zapis naszej około 20-minutowej rozmowy.


Trash'em All: Czy na sam początek mógłbyś mi wyjaśnić znaczenie tytułu waszej nowej płyty? Czy to jakaś nowa forma kryptoreklamy?

Dave Mustaine: Raczej nie [śmiech]. Szczerze mówiąc, wymyśliłem ten tytuł oglądając telewizyjne wiadomości. Jestem przerażony tym co dzieje się wokół nas każdego dnia. Wczoraj kiedy położyłem się w hotelowym pokoju do łóżka, włączyłem telewizor i zacząłem oglądać wasze programy. Oczywiście nic z nich nie rozumiałem, ale właśnie język wiadomości był dla mnie jasny pod jednym względem. Wszędzie na świecie jest tyle samo syfu. W Ameryce dzieciaki do siebie strzelają w szkołach, w Polsce na pewno dochodzi już do podobnych już tragedii. Pełno jest wszędzie przemocy, zła i co mnie najbardziej szokuje, ludzie popełniają te czyny właściwie dla samego faktu ich popełniania. Tak jakby rozpaczliwie chcieli zwrócić na siebie uwagę świata. Nie mam pojęcia jakiego zbawcy lub bohatera potrzebuje dzisiejszy świat. Nie jestem politykiem, ale wiem że obecnie młodym ludziom brakuje autorytetów moralnych, ludzi którzy byliby w stanie pokazać innym właściwe drogi postępowania. Tytuł płyty jest zaś trochę przekorny. Jego wymowa to coś w rodzaju: "Zamiast zabić człowieka lub napaść na bank, posłuchaj bracie nowego Megadeth. Może tam znajdziesz adrenalinę, której tak rozpaczliwie szukasz!"

TA: Większość metalowych zespołów starej gwardii, do których bezsprzecznie należy zaliczyć Megadeth, ma za sobą niezbyt udane eksperymenty, po których następuje powrót do korzeni. Dlaczego podobnie musiało się stać właśnie z Megadeth?

DM: Przede wszystkim musisz wiedzieć, że absolutnie niczego co wyszło spod moich rąk się nie wstydzę! Gram tę muzykę od przeszło 20-stu lat, to prawdziwy szmat czasu. Przechodziłem przez różne etapy mojej kariery, tak i lepsze lub gorsze chwile w życiu osobistym. To naturalne, bo przecież wszystko się zmienia. Nie chciałem nigdy wpaść w pułapkę tworzenia właściwie jednakowych płyt. Wiele zespołów przestało istnieć właśnie z tego powodu, nie były w stanie zainteresować ludzi swoją muzyką, bo była ona wciąż taka sama, nudna i schematyczna. Megadeth wciąż się zmieniał, raz mniej radykalnie, raz bardziej, ale nie można powiedzieć że nasze płyty są identyczne. Wielu dziennikarzy na tym press tour wytyka mi fakt nagrania Risk. Pytają: "Dlaczego nam to zrobiłeś Dave?" Śmieszy mnie to podwójnie, ponieważ pamiętam jak część z nich entuzjastycznie oceniała tamten album w chwili kiedy się ukazał. Dziennikarze są jak chorągiewki, dla mnie liczy się opinia tylko moich fanów i to czy sam jestem zadowolony z muzyki, którą stworzyłem. Szczerze mówiąc, Risk był bardzo ryzykownym albumem, ale przede wszystkim dla nas. Kto inny mógł coś na tym stracić? Podjęliśmy jednak świadome ryzyko i naprawdę jestem zadowolony, że nie poszedłem wtedy na kompromis wobec samego siebie. To prawda że mieliśmy nadzieję na pozyskanie publiczności zorientowanej bardziej na klasyczną muzykę rockową, ale ci ludzie nie do końca byli w stanie identyfikować się z zespołem o nazwie Megadeth. W Stanach metal już od jakiegoś czasu ma się słabo. Teraz także nie jest najlepiej, ale nie zamierzamy się tym martwić. Nagraliśmy The World Needs a Hero i tylko to się liczy. Wszystko wokół zespołu nabrało świeżych barw, cała ta zabawa jeszcze bardziej nas ekscytuje i to jest obecnie najważniejsze, a nie jakiś powrót do korzeni. Nagraliśmy płytę jaką naprawdę chcieliśmy nagrać, jest to więc dla nas zupełnie logiczny krok.

TA: Co jest najbardziej ekscytującego w nowej płycie Megadeth?

DM: Świeżość. Od paru lat koncentrowałem się bardziej na tworzeniu dobrych piosenek. Każdy kawałek musiał mieć fajny riff, dobrą melodię, wpadający w ucho refren. Nie robiłem tak żeby sprzedać miliony płyt, tak po prostu widziałem ewolucję tego zespołu. Risk był jednak punktem zwrotnym. Pomyślałem, że nadchodzi pora na zrobienie dużo cięższego, szybszego materiału. Mamy nowego, wspaniałego gitarzystę, nowy management, nową wytwórnię, wróciliśmy do klasycznego logo. Nie można było w tym momencie nagrać słabej płyty [śmiech]. Niemal wszystkie kawałki, które nagraliśmy na ten album będą się rewelacyjnie sprawdzać na koncertach. Jestem tego pewien. Mam nadzieję widzieć ludzi, którzy z takim samym entuzjazmem będą reagować na nowe rzeczy i nasze klasyki. W ostatnich latach było z tym różnie...

TA: Podpisaliście kontrakt z Sanctuary/Metal-Is Records, co dla wielu mogło być pewnym zaskoczeniem. Czym szczególnym ujęła was ich oferta?

DM: Przede wszystkim oni wierzą w to, co robią. Dla nich metal jest całym światem. Pracowaliśmy wiele lat z Capitol i nie mogę powiedzieć na ich temat niczego złego, ale musieliśmy zmienić środowisko. W Capitol doszło ostatnio do paradoksalnej sytuacji, że kompanią rządzi sześciu prezesów jednocześnie. Każdy zwalnia i zatrudnia coraz to nowych ludzi. Czuliśmy się zagubieni, nie wiedząc do kogo tak naprawdę mamy się zwracać o pomoc. W Sanctuary wszyscy pracownicy są ze sobą na przyjacielskiej stopie. Ta firma działa jak jedna wielka rodzina, co jest dla nas prawdziwym szokiem [śmiech]. Poza tym to fajne uczucie być w tej samej wytwórni co Halford czy C.O.C., których to artystów bardzo osobiście cenię.

TA: Podobno w niedalekiej przyszłości Sanctuary szykuje się do podpisania kontraktu z Iron Maiden. Nie będziecie już wtedy najwięksi w firmie...

DM: Nic o tym nie wiem. Oczywiście, szef Sanctuary/Metal-Is - Rod Smallwood jest odwiecznym menedżerem Maiden, ale do podobnej fuzji chyba nie dojdzie. Póki co, Iron Maiden jest wydawany przez EMI w Europie i przez Columbia w Ameryce. Nie mamy jednak ambicji do bycia największym z największych. Chcemy być tylko więksi od Led Zeppelin! [śmiech].

TA: Ilu kandydatów przesłuchaliście zanim zdecydowaliście się na przyjęcie Ala Pitrelli na pokład?

DM: Al był trzecim gitarzystą, którego braliśmy pod uwagę. Pierwszy był Stef Burns, którego gorąco polecał mi Jimmy DeGrasso - nasz obecny bębniarz. Zadzwoniłem do gościa, ale jak dowiedziałem się, że ma 40 lat, stwierdziłem, że trochę za dużo. Nawet nie próbowaliśmy go sprawdzić. Drugi człowiek był polecony przez Marty'ego Friedmana. Nazywał się James Murphy, kiedyś był gitarzystą Testament. Nieźle nam się razem grało, ale jakoś nie pasował mi pod względem personalnym. Wreszcie Jimmy zadzwonił do Ala. Spotkaliśmy się i po paru próbach uznałem, że nie mogliśmy lepiej trafić. To wspaniały człowiek i błyskotliwy instrumentalista. Musieliśmy się trochę docierać, ponieważ dla niego to zupełnie nowa sytuacja. Nigdy nie był integralną częścią zespołu, nigdy nie miał istotnego wpływu na muzykę, na interesy zespołu. W Savatage, w którym grał ostatnio, pełnił raczej funkcję muzyka sesyjnego. Kolesia, który wpada do studia, nagrywa swoje partie i wychodzi. W Megadeth nie ma mowy o takim systemie pracy.

TA: Czytałem, że podczas trasy promującej Countdown to Extinction przedawkowałeś valium, znajdując się tym samym na krawędzi życia i śmierci. Czego nauczyło Cię to doświadczenie?

DM: Nigdy więcej nie bierz valium [śmiech]! Ludzie mówią, że jak umierasz widzisz białą linię, całe swoje dotychczasowe życie w skrócie i inne podobne głupoty. To gówno prawda, przynajmniej ja nic takiego nie widziałem. Całkiem jednak możliwe, że byłem tak naćpany, że nie byłem w stanie żadnej z tych rzeczy nie byłem w stanie zauważyć [śmiech]. Niektórzy umierają powoli z powodu jakichś przewlekłych chorób, przeżywając okropne męki. Kiedy przedawkowałeś, wydaje ci się po prostu, że zasypiasz, jest ci błogo... Chcesz tego snu za wszelką cenę w przeciwieństwie do lekarzy, którzy cię reanimują. Oni wiedzą, że jak zaśniesz, to umrzesz, ty niestety nie masz tej świadomości.

TA: Jak sobie radzisz z przytłaczającym ciężarem sławy? Wiele gwiazd nie jest w stanie z tym normalnie żyć.

DM: Nie wiem, ponieważ w ogóle o tym nie myślę. Na pewno jak jesteś Madonną, czy Michaelem Jordanem masz trochę przesrane, ponieważ nie możesz wyjść nigdzie bez obstawy, bez zwracania na siebie uwagi. Mnie ten problem nie dotyczy. Owszem, czasami jestem rozpoznawany na ulicy, ale na szczęście nie przekroczyło to jakichś absurdalnych rozmiarów. Fani mnie szanują, nie próbują inwigilować mojego życia prywatnego. Zawsze z przyjemnością robię z nimi zdjęcia, podpisuję płyty, ponieważ wiem że to naprawdę sporo dla nich znaczy. Czasami czuję się trochę zażenowany, kiedy siedzę z rodziną w restauracji, a jakiś fan woła mnie zza szyby, pokazując diabła palcami i drąc się w niebogłosy: "Szataaaan!" Wtedy jest mi głupio, zwłaszcza chodzi o moje dzieci. Nie życzę sobie bowiem, żeby myślały że ich stary jest jakimś pieprzonym satanistycznym kaznodzieją. Poza tym zauważyłem kiedyś, że mój syn zaczyna wyobrażać sobie, że skoro jest synem Dave'a Mustaine'a wszystko mu się należy. Zaniepokoiło mnie to i wytłumaczyłem mu jak długo i jak ciężko pracowałem na ten sukces i szacunek ludzi, że nic nie przyszło mi na zasadzie: pstrykam palcami i przede mną stoi nowe Ferrari. Wychowanie moich dzieci to obecnie dla mnie największe wyzwanie, ponieważ bardzo chcę, żeby nie popełniały tych samych pieprzonych błędów co ich ojciec.

TA: Niedawno cały muzyczny świat zaelektryzowała wiadomość, że Jason Newsted i Metallica zdecydowali się na rozstanie. Jak na to zareagowałeś?

DM: Ze zrozumieniem. Wiem jak ciężkie są takie decyzje. Kiedy z Megadeth odchodził Nick Menza, wszyscy mówili: "Ten skurwiel Mustaine go wywalił". Kiedy odchodził Marty, mówili podobnie. Teraz historia powtarza się w przypadku Metalliki. Nie byli w stanie ze sobą dłużej pracować i tyle. Po co od razu dorabiać do tego durną ideologię. Możesz być szczęśliwy w małżeństwie przez 20 lat, aż nagle nadejdzie moment, że nie jesteś już w stanie dłużej tego ciągnąć. Podobnie jest z życiem wewnątrz zespołu, kiedy musisz spędzać z kimś więcej czasu niż ze swoją rodziną. Bardzo lubiłem Jasona. Poznaliśmy się jeszcze jak grał we Flotsam and Jetsam. Był w tym zespole liderem, a poza tym wyglądał wtedy dokładnie tak jak ja. Nosił takie same czerwone, sportowe buty za kostkę, takie same obcisłe dżinsy [śmiech]. Wielokrotnie ostro się razem nawaliliśmy. Zauważ jednak, że część fanatyków Metalliki nigdy go nie zaakceptowała, zawsze uważała go za kogoś nowego, obcego. Może to się później zmieniło, ale myślę, że takie podejście fanów musiało być dla niego przykre i frustrujące.


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth.rockmetal.art.pl
Wywiady | Strona główna | Z powrotem na górę | Napisz do nas