Wywiady i artykuły o Megadeth


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Arogancki Amerykanin

źródło: rockmetal.pl, marzec 2001
wywiad z Dave'm Mustaine'm, rozmawiali: Ferres i Nick


Rozmowę z Dave'm Mustaine'm przeprowadziliśmy 6 marca. Dave i nowy gitarzysta Megadeth, Al Pitrelli, przyjechali do Polski w ramach tzw. press tour, by promować nadchodzący album The World Needs a Hero. Dave okazał się wyjątkowo sympatycznym człowiekiem i wdzięcznym rozmówcą, nie trzeba go było wcale ciągnąć za język - udało mu się odpowiedzieć na kilka naszych pytać, zanim mu je tak naprawdę zadaliśmy. Nawet o dość drażliwych sprawach, jak chociażby rozstanie z Marty Friedmanem, mówił dużo i szczerze. Rozmowa, przewidziana na dwadzieścia minut, trwała prawie pół godziny, a gdy żegnaliśmy się, mieliśmy wrażenie, że Dave żałuje, że nie może z nami dłużej porozmawiać... może dlatego, że nasza konwersacja bardziej przypominała swobodną pogawędkę z fanami niż typowy wywiad.


Ferres: Megadeth jest uważane za jeden z najlepszych zespołów koncertowych świata, dlaczego więc powiedziałeś, że wydalibyście album koncertowy tylko żeby wypełnić zobowiązania wynikające z kontraktu?

Dave Mustaine: ... [długa cisza]

F: Powiedziałeś tak kiedyś.

DM: To zależy od tego jak się czułem, kiedy to powiedziałem. [śmiech] Myślę, że pytanie prawdopodobnie dotyczyło naszych ówczesnych stosunków z Capitolem. Zawsze chcieliśmy nagrać album koncertowy, ale to Capitol Records... to żaden sekret - jeśli jesteś moim fanem, to wiesz, że okres współpracy z Capitolem był dla nas naprawdę trudnym okresem i jedynym powodem, dla którego nagralibyśmy dla nich album koncertowy, byłyby zobowiązania wynikające z kontraktu, bo przez ostatnie siedem lat u nich mieliśmy naprawdę przejebane.

F: Więc możemy się spodziewać nowego albumu?

DM: Leży w moim gabinecie, wszystkie taśmy, i muszę tylko wejść do studia i go zmiksować.

F: To wspaniała wiadomość!

DM: Mimo wszystko pozwól mi skończyć. Aby ten album był doskonały, musimy wziąć pewne piosenki z pewnych określonych miejsc. Chcieliśmy nagrać "A Tout Le Monde" we Francji, ponieważ refren jest po francusku, więc właściwym byłoby, żeby to Francuzi śpiewali piosenkę w ich własnym języku. Gdybym zaśpiewał "A Tout Le Monde" po polsku, jakkolwiek byście nie mówili "a tout le monde" [do wszystkich - Ferres] po polsku, najbardziej właściwym byłoby wtedy nagrać to tutaj. Chcemy wziąć "Symphony of Destruction" z Argentyny ponieważ oni śpiewają riff gitary: [śpiewa] "Mega-deth, Mega-deth, chcę Megadeth" i dopiero potem ja śpiewam, właściwie to nie muszę śpiewać, bo oni są tak cholernie głośni. Podobnie tak jak tutaj, w Polsce. W Stanach fani nie mają pojęcia jak to jest być na koncercie tutaj, argentyńscy fani są bardzo podobni do was, bo wy po prostu śpiewacie. Śpiewacie, zanim wyjdziemy, i gdy my już skończymy, wy śpiewacie na bis. W Stanach to jest trochę jak: [robi znudzoną minę, ziewa] [śmiech] Masz ogień? Masz fajka? A to dlatego, że widzieli tyle zespołów, które objeżdżają całe Stany, są zepsuci.

F: Fani spoza Stanów są bardziej entuzjastyczni?

DM: Czasami, to zależy. Bo gdybyście byli w Backstreet Boys... [śmiech] dzięki Bogu nie jesteście, bo musiałbym was zabić. [śmiech]

F: Jesteś bardzo niechętny boysbandom, czyż nie?

DM: Nie, nie.

F: Próbujesz ich pozabijać?

DM: Nie, żartowałem. Wiecie, reakcja publiczności na takie zespoły jest wszędzie taka sama. Niektórzy mogą grać wszędzie. AC/DC może grać wszędzie i reakcja publiczności będzie zawsze taka sama. Na szczęście dla nas gramy właśnie z nimi w lecie. Potwierdziliśmy wczoraj koncert w Pradze. Wiem, że to daleko stąd, ale to przynajmniej dobre na początek. Nie jestem pewny czy oni [AC/DC] mają zamiar grać w Polsce, ale jeśli nie, przyjedziemy tu sami, w lecie. Mam nadzieję.

F: Odpowiedziałeś na moje pytanie zanim je zadałem. Kiedy graliście w Woodstock, zadedykowałeś kawałek Garowi Samuelsonowi, który zmarł w tym samym roku. Jakie są wasze relacje z byłymi członkami zespołu?

DM: Całkiem niezłe. Wszyscy pojawili się w programie "Behind the Music Scenes" na VH1, nagraliśmy "Megadeth Behind the Music Scenes". Tylko Nick Menza się nie pojawił, ponieważ, jak sądzę, ma teraz problem z narkotykami. Unika nas, kiedy do niego dzwonimy, a dzwonimy, bo mamy... mieliśmy dla niego pieniądze i kiedy mu to powiedzieliśmy, odpowiedział "Człowieku, zaraz tam będę" - ale się nie pojawił. Mimo, że mieliśmy dla niego pieniądze i mamy umowę, którą trzeba podpisać, żeby zakończyć nasze wzajemne zobowiązania biznesowe - nie można go nigdzie znaleźć. Poprosiliśmy go, żeby pojawił się w nagraniu dla VH1 i koleś do nich zadzwonił w środę i powiedział "zadzwońcie do mnie dzisiaj wieczorem" - a my musimy wiedzieć, o której mamy jutro wrócić. Koleś z VH1 jest z Nowego Jorku, nagranie ma mieć miejsce w Kalifornii, więc on nie ma czasu do zmarnowania, dlatego powiedziałem Nickowi: "Daj mi znać, kiedy mamy jutro wrócić, mógłbyś?" Nie oddzwonił.

F: Czy Nick wyleciał z zespołu z powodu problemów z narkotykami?

DM: Nie, okłamał nas mówiąc, że ma raka.

F: Kłamał?

DM: Nie miał raka.

F: Mimo wszystko nie czujesz się trochę rozczarowany, że skład Megadeth zmienił się tak drastycznie? Jimmy i Al są nowym rozdziałem w historii Megadeth, ale to z Marty i Nick uczestniczyli w nagraniu takich klasycznych już albumów jak Countdown to Extinction i Rust in Peace?

DM: Nie, nie czuję się rozczarowany. Jeśli nowi kolesie, którzy zastąpili starych członków zespołu, byliby gorsi, odpowiedziałbym "tak", bo byłoby to tak, jakby wziąć rozwód z piękną kobietą i potem wziąć sobie grubą kobietę za żonę. [śmiech] Każdy koleś, który do nas dołączał, był w pewien sposób lepszy i dzięki temu cały zespół stawał się lepszy. Myślę że Jimmy jest lepszym perkusistą niż Nick, ponieważ Jimmy naprawdę chce dać z siebie wszystko. Nick na początku też był taki, ale im bliżej końca, tym bardziej chciał być frontmanem. Miał zespół, w którym grał na gitarze i śpiewał, pisze muzykę, śpiewa, gra na gitarze, i wiecie, nie był już zainteresowany graniem na perkusji, on chciał być frontmanem. A Jimmy nie. Jimmy to pieprzony perkusista, to wspaniały perkusista. Marty chce grać dance i techno. Ostatnio gra dance i techno.

F: Ma zamiar wydać album solowy?

DM: Nie wiem, ale słyszałem nagranie, które zrobił z jakąś wokalistką. Brzmi jak dziewczyna z Elastiki albo Garbage. Wiecie, Al chciał być w Megadeth, a Marty nie. On chciał grać dance. Naprawdę nie rozumiem czemu koleś, który jest bogiem gitary, gitarową legendą, miałby przestawiać się z heavy metalu na dance, to takie ekstremalne.

F: Ale przecież w utworze "Insomnia" na waszej ostatniej płycie Risk były elektroniczne rytmy?

DM: Ale to nie ja je zrobiłem, to był pomysł Danna Huffa.

F: Jedno pytanie dotyczące Risk - na Risk Bud Prager jest podpisany jako współautor 5 z 12 kawałków. Dlaczego?

DM: Bo tego chciał.

F: No tak, ale czy aż tak przyczynił się do powstania tych kawałków?

DM: Pomógł nam także przy Cryptic Writings, ale nie było tam jego nazwiska. I przy drugiej płycie był tak dumny ze swojej pracy, że tym razem chciał, żeby umieścić tam jego nazwisko. A to spowodowało problemy między nim a Mike'm Renault'em, który... - dotychczas naszymi menedżerami byli dwaj kolesie, Bud Prager i Mike Renault - Mike Renault i Bud przestali się do siebie odzywać, bo Mike był zdegustowany zachowaniem Buda. Bud wbił klin pomiędzy mnie i Mike'a. To zakończyło naszą współpracę.

F: Czy to dlatego zmieniliście swoich menedżerów?

DM: Nie, to było dużo bardziej skomplikowane, ale nie mamy czterech dni, żeby mógł wam o tym opowiedzieć.

Nick: Co sądzisz o Internecie i komputerach? Megadeth było jednym z pierwszych zespołów, który miał własną oficjalną stronę internetową, ale zarówno w nowym utworze "Disconnect" jak i wcześniej w "Mastermind" odnosiłeś się sceptycznie do komputerów.

DM: Nieprawda, nigdy tak nie powiedziałem.

F: Powiedziałeś. [śmiech]

DM: Nie, nie powiedziałem. Ja wiem co mówię. "Mastermind" jest o komputeryzacji świata, ale to nie jest tekst przeciwko komputerom. A "Disconnect" nie dotyczy w ogóle komputerów, dotyczy podwójnego życia... Wiecie, kim innym jest osoba, za którą ja chce żebyście mnie uważali i kim innym jest osoba, którą tak naprawdę jestem w środku. To tak samo jak z wami - kim innym jest osoba, za którą ty chcesz żeby on [wskazuje na Nicka] cię uważał i kim innym jest osoba, którą tak naprawdę jesteś. Bo wszyscy tak naprawdę się boimy, że ktoś może dowiedzieć się o naszych problemach, nie chcemy żeby inni widzieli te problemy, i dlatego śpiewam "Wyłącz swoją świadomość, pozostaw świat na zewnątrz, absolutnie nic nie sprawi, że poczujesz, że cokolwiek jest realne, więc po prostu odłącz się".

F: Myślałem, że to jest o wirtualnej rzeczywistości czy czymś takim...

DM: Nie, odłączasz się, izolujesz się od wszystkich, mówisz sobie po prostu "Nie odbieram telefonów, nie otwieram drzwi, mam kurwa dosyć". I zamykasz się w swojej skorupie. A jeśli chodzi o Internet... mam firmę wykonującą strony internetowe, mam udziały w firmie oferującej dostęp do Internetu, prowadzimy stronę Megadeth Arizona, ach... Megadeth.com. Moja firma robi strony internetowe dla banków, restauracji, stacji radiowych, różnych innych instytucji. Nie jest nastawiony przeciwko komputerom ani przeciwko Internetowi. Ale wiem, że jest mnóstwo skurwieli, którzy łączą się z Internetem, wchodzą na strony internetowe innych ludzi - nie są fanami ich stron internetowych, nie są fanami zespołu - i wysyłają śmieci, powodują kłopoty. Włamują się do komputerów różnych ludzi i robią straszne rzeczy. Taka jest ludzka natura, gdyby to nie byłyby komputery, to byłyby... - gdy byłem dzieckiem i kogoś nie lubiłem, rzucałem razem z kumplami jajkami w jego samochód. Albo wrzucaliśmy rolki papieru toaletowego na drzewa w ich ogrodzie. Robiliście to kiedyś? Wrzuca się rolki papieru toaletowego na drzewo i ktoś musi poświęcić strasznie dużo czasu, żeby je zdjąć. Cały drzewo jest pokryte pieprzonym papierem toaletowym. [śmiech] Tak to jest, jak się jest małym chuliganem. Niestety, teraz młodzi ludzie ekscytują się komputerami, włamują się na strony rządu Stanów Zjednoczonych - ostatnio poznali pieprzone kody dostępu do satelitów, będących częścią satelitarnego systemu obrony, ich pozycje. Jeśli ktoś się tam dostanie i rozpieprzy te satelity - to komórki przestaną działać, pagery przestaną działać, nic co jest podłączone do sieci nie będzie działać, ponieważ wszystko, co jest związane w jakiś sposób z satelitami, będzie załatwione - dopóki ktoś tego z powrotem nie naprawi. I jak byście się czuli, gdybyście mogli pomyśleć: "Tak, to ja rozpierdoliłem to wszystko" - aż zdalibyście sobie sprawę, że: "To ja rozpierdoliłem wszystko" - mam na myśli, to jest ekscytujące, zrobić coś co czyni cię sławnym, ale jeśli robisz coś, co jest złe, jesteś niesławny, sławny w negatywnym sensie, tak jak ci, którzy napadają na banki, a to nie jest fajny sposób, żeby stać się sławnym.

N: Japońskie wersje niektórych albumów Megadeth zawierają dodatkowe utwory.

DM: Zawsze tak jest.

N: Te utwory nie są dostępne w wersjach amerykańskich i europejskich. Dlaczego?

DM: Równowaga na japońskim rynku zostało mocno zachwiana przez import, OK? Taniej jest sprowadzić importowaną płytę niż kupić jej japońską wersję. Poza tym Japończycy wolą mieć płytę po angielsku niż po japońsku. Dlatego japońscy fani wolą kupować amerykańskie płyty. Japońskie firmy muzyczne, zamiast powiedzieć sobie: "Wiecie co, poddajemy się, mamy przejebane, musimy po prostu paść na kolana przed tymi Amerykanami, ponieważ są tu sprowadzane ich pieprzone płyty", wypracowały rozwiązanie - na japońskich wersjach płyt umieszcza się dodatkowe utwory, tak żeby Japończycy chcieli kupić nie tylko amerykańską płytę, ale także japońską, ponieważ jest na niej dodatkowy utwór, którego nie da się dostać nigdzie indziej. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, aż pojawiły się te wszystkie popierdolone rzeczy - że np. w Japonii możesz pójść do sklepu muzycznego i pożyczyć płytę, zabrać do domu, przegrać ją i nie musisz jej kupować. To kurewsko głupie i to dlatego przemysł muzyczny w Japonii tak bardzo ucierpiał.

F: Wielu fanów Megadeth ściąga te utwory z Internetu, przez Napstera. Jakie jest twoje zdanie na ten temat? Czasami te utwory można zdobyć tylko przez Internet.

DM: Przez Napstera? Tak naprawdę Napster niewiele mnie obchodzi, nigdy go nie używałem, nie wiem jak go używać i nie chcę wiedzieć jak go używać. Co myślę o ludziach wymieniających pliki z naszą muzyką? Handlowałem taśmami, gdy zaczynałem karierę w Metallice. Jeśli ktoś jest ciekawy, jeśli chce tylko usłyszeć naszą muzykę, to wszystko jest w porządku. Jeśli ktoś chce przekonać kumpla do naszej muzyki, wypala na CD parę MP3 i daje to przyjacielowi, to także jest w porządku. Ale jeśli wypalasz płyty z MP3 na sprzedaż, dodajesz własną okładkę i masz zamiar sprzedać setki czy nawet tysiące takich płyt, to jest pierdolone piractwo i jest przeciwko temu. Ale gdy ktoś ściąga plik MP3, słucha go a potem mówi komuś innemu "Hej, przesłuchaj to" - to mi nie przeszkadza.

N: Wiele piosenek Megadeth dotyczy polityki. Nigdy nie kryłeś się ze swoimi poglądami politycznymi, nie ukrywałeś, że bliżej ci do demokratów.

DM: Co?

N: Do demokratów?

DM: Nie.

F: Nie? Relacjonowałeś... [konwencję prezydencką demokratów dla MTV w 1992 roku - Ferres]

DM: To nie ma nic wspólnego z moją przynależnością polityczną.

N: Czy na The World Needs a Hero jest utwór, który w jakiś sposób komentuje kontrowersyjne zwycięstwo George W. Bush'a w ostatnich wyborach?

DM: [śmiech] Nie napisałem piosenki o jego zwycięstwie. Gdybym to zrobił, byłoby to prawdopodobnie coś w stylu "twój głos tak naprawdę nie ma znaczenia". Myślę, że jeśli chciano rozstrzygnąć te wybory, należało doprowadzić do pojedynku pomiędzy tymi kolesiami, na dwadzieścia kroków, na pistolety, i dopiero wtedy wygrałby ten naprawdę lepszy. Mimo, że jestem może bliższy demokratom, nie mam powiązań z żadną partią polityczną. W tym roku, gdyby John McCain pokonał George'a Bush'a, głosowałbym na republikanina, ponieważ lubiłem Johna McCaina, on jest senatorem stanu w którym mieszkam [Arizony], jest patriotą, był na wojnie, gdy był jeńcem dano mu możliwość powrotu do domu. Ponieważ jego ojciec był admirałem, a on był oficerem, Wietnamczycy powiedzieli mu: "Uwolnimy cię", ale on odpowiedział: "Nie, dopóki nie zwolnicie pozostałych". Pomyślałem sobie: "Cóż, po pierwsze to bardzo głupie" [śmiech] "Ale, po drugie, to bardzo honorowe". Ja znam wielu ludzi, którzy nie są honorowi, którzy nie zostaliby w obozie jenieckim tylko dlatego, że innym żołnierzom nie zwrócono wolności. Co myślę o George'u W. Bushu? Nie uważam jeszcze, że jest dobrym prezydentem, ale nie myślę też, że Bill Clinton był dobrym prezydentem w pierwszym roku swojej prezydentury, nie sądzę by ktokolwiek był dobrym prezydentem w pierwszym roku swojej prezydentury. Gdy jest się prezydentem USA, trzeba się uczyć i to cholernie szybko, a cały pieprzony świat patrzy na ciebie, bo gdy zostajesz prezydentem Stanów Zjednoczonych... - i nie chcę tutaj zabrzmieć jak typowy arogancki Amerykanin - ale my jesteśmy najpotężniejszym krajem na świecie i mamy najsilniejszą gospodarkę świata. Cokolwiek dzieje się w Ameryce, dzieje się wszędzie indziej. Osobiście nie uważam się za typowo aroganckiego Amerykanina, ponieważ lubię jeździć do różnych krajów i po prostu cieszyć się i korzystać z uroków tego kraju i zachowywać się jak gość, jak turysta, a nie jakbym, kurwa, był właścicielem tego kraju, a tak właśnie zachowuje się wielu aroganckich Amerykanów. George W. Bush zatrudnił w swojej administracji wielu ludzi, którzy są bardzo doświadczonymi wojskowymi i doświadczonymi politykami, ale mimo wszystko to trochę dziwaczne, ponieważ to wszystko są ludzie, którzy pracowali dla jego ojca. I jakoś tak się zastanawiam, czy George W. Bush jest prezydentem czy też George senior jest prezydentem a George W. jest tylko marionetką. A, jeszcze jedna sprawa - Dick Cheney [wiceprezydent] znalazł się z powrotem w szpitalu z powodu czegoś, co prawdopodobnie jest jego szóstym zawałem serca - ten skurwiel na pewno umrze! [śmiech] On umrze już niedługo i nie wiem, kto będzie wiceprezydentem. Być może zostanie nim Collin Powell, co oznaczałoby pierwszego czarnego wiceprezydenta w historii Ameryki. Teraz coś jeszcze innego, czego prawdopodobnie nie wiecie. Wiem że wiecie, że mam problem z narkotykami. Brałem heroinę, byłem uzależniony od heroiny, czyli jestem ćpunem. Prezydent i wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki byli w więzieniu więcej razy niż ja.

N: W więzieniu?

DM: Tak, OK? I ja mam być ćpunem. No i jak to świadczy o urzędzie prezydenta w Ameryce? Nieźle popieprzone, czyż nie? Ja byłem w więzieniu dwa razy, oni dwaj razem w sumie trzy razy.

F: [śmiech] Dave Mustaine na prezydenta!

DM: Nie, nie, nie... nie! [śmiech]

F: Zarówno Jimmy DeGrasso jak i Al Pitrelli grali w zespole Alice Coopera. Czy to on ci ich polecił?

DM: Nie, Jimmy.

F: Jimmy zarekomendował sam siebie?

DM: Nie, Jimmy polecił mi Ala. Poznałem Jimmy'ego, kiedy graliśmy trasę z Alice Cooperem bardzo dawno temu, on wtedy grał w Suicidal Tendencies, i pomyślałem sobie, że jest wspaniały i powiedziałem mu, że powinniśmy coś zrobić razem. Jimmy zagrał razem ze mną w projekcie MD.45. Byłem zszokowany jego profesjonalizmem, tym jak szybko się uczył i jaką przyjemną był osobą. Większość bębniarzy to dupki, nie chodzi mi o to jacy są jako ludzie, ale, wiecie, oni grają na instrumencie, na którym nie ma żadnej melodii - to trochę głupia sprawa. Mam na myśli... - ilu widzicie ludzi, którzy idąc na plażę śpiewać piosenki, stawiają przy ognisku zestaw perkusyjny? Nie robią tego, trudno byłoby to robić, perkusiści nie są doceniani, mi iż to oni stanowią serce i duszę zespołu. Większość ludzi uważa, że perkusiści są pozbawieni znaczenia, dlatego nastawienie perkusistów jest trochę skrzywione. Ja uważam... dla mnie perkusiści są częścią zespołu o najwyższym znaczeniu, to dlatego miksuję nasze płyty tak, żeby perkusja była bardzo głośna - bo dla mnie ona jest bardzo ważna. Moim zdaniem Jimmy jest inny niż wszyscy inni perkusiści, których kiedykolwiek spotkałem, ponieważ ma wspaniałą osobowość, jest zabawny, jest wysportowany i nie chce być frontmanem. Kiedy gramy koncert, podchodzę do niego, wygłupiam się, robię miny i takie tam rzeczy. Nikt tego nie zobaczy, ponieważ jestem cały czas odwrócony [odwraca się], a Jimmy tylko patrzy na mnie, bierze swoje pałeczki i mówi: "Idź sobie, idź sobie!" [śmiech] Bo kiedy gramy, bawimy się, sprawia nam to przyjemność i to właśnie podoba mi się w Jimmy'm. Dlatego poprosiłem go, żeby grał z nami. Powiedziałem mu już dawno temu, że Nick zaczyna powodować problemy. Powiedziałem: "Wiesz co, Nick wkrótce odejdzie, to tylko kwestia czasu. Zaufaj mi."

F: Powiedziałeś, że The World Needs a Hero ma być pewnego rodzaju antidotum na Risk. Powiedziałeś, że podjęliście ryzyko, nagrywając Risk i że był to pewnego rodzaju eksperyment...

DM: Nigdy nie użyłem słowa antidotum. Widzicie, dzieje się teraz coś takiego, że kiedy ktoś pisze informację dla prasy albo biografię, umieszcza tam własne informacje, w cudzysłowach, że niby to ja powiedziałem i że to jest cytat. Wtedy, dopóki nie zobaczycie na własne oczy, jak ja to mówię, nie wiecie czy to prawda czy nie. Ja nie używam słowa antidotum. Tam gdzie mieszkam jest dużo grzechotników, więc, gdybym miał w ogóle powiedzieć "antidotum", powiedziałbym "odtrutka przeciw jadowi", ponieważ tam można zostać ugryzionym przez węża. Słowo "antidotum" nie należy do mojego słownictwa, jedyny powód, że w ogóle znam to słowo, to że je gdzieś wcześniej przeczytałem. Myślę, że nasza nowa płyta nie ma nic wspólnego z Risk. I ona nie zmieni czyjejkolwiek opinii o Megadeth, ponieważ każdy, kto nie lubiłby Risk, a lubi Megadeth, i tak wie że potrafimy nagrać taką płytę. Ktoś kto lubi Megadeth, a usłyszał Risk i nie jest już naszym fanem... - to raczej głupie.

F: Słyszałem trzy kawałki z nowego albumu i są zupełnie inne...

DM: Tak, fajnie je grać, fajnie było je nagrywać, dobrze się bawiliśmy pisząc je i są ciężkie. To z powrotem moje Megadeth. Firma płytowa i menedżerowie już nie próbują z nas zrobić gwiazd pop albo zrobić z nas zespołu alternatywnego, tylko dlatego, że Soundgarden, Tool i Metallica mogą nim być. Myśleliśmy, że skoro oni mogą to i my możemy. Więc postawiliśmy sobie wyzwanie i udało nam się, do pewnego stopnia, ale to nie tego chcieliśmy i nie czuliśmy się w tym zbyt dobrze. Uwierzcie mi, oni chcieli nas zmienić, na Cryptic Writings zmienili nasze logo, na Risk usunęli te linie, więc logo jest zupełnie inne. Vic zniknął, na Countdown to Extinction przesunięto go na tył, na Youthanasia był schowany w środku, na Cryptic Writings był ukryty jako niewyraźna plama z tyłu, na Risk był tyko małą twarzyczką na pułapce na myszy. W końcu powiedziałem sobie "Co tu się kurwa dzieje?", bo oni powiedzieli nam, że łatwiej byłoby nam osiągnąć większy sukces, gdybyśmy zmienili nazwę zespołu. Pomyślałem sobie: "Nadchodzi moment, kiedy po prostu musisz powiedzieć: 'dosyć'" i wylaliśmy wszystkich. Powiedzieliśmy po prostu: "Wypieprzajcie wszyscy, wynocha stąd".

F: Więc te wszystkie decyzje, to nie były twoje decyzje, tylko decyzje menedżerów?

DM: Cóż, to były tylko sugestie, ale oni wyraźnie dali mi do zrozumienia, że tak właśnie musimy postępować, chociaż to wszystko zdarzyło się oczywiście tylko dlatego, że nie powiedziałem "nie". Powinienem powiedzieć "nie". Więc można mnie obwiniać tak samo jak ich. Każdy wie, że kiedy poczuło się smak sukcesu... kiedy "Trust" był piosenką numer 1 w Stanach, to dla kolesia, który zaczynał od grania na gitarze w sypialni - umieścić kawałek na pierwszym miejscu list przebojów w Ameryce - to była kurewsko wielka rzecz. Takie rzeczy czasami uderzają do głowy - ja chciałem takiego sukcesu ponownie. Kiedy wydaliśmy Risk myślałem: "To wydaje się trochę dziwne" - ale zobacz co zrobili z naszą ostatnią płytą - "'Trust' osiągnął pierwszą pozycję na listach, 'Use the Man', 'Almost Honest', 'Secret Place'" - to wszystko były single, które weszły do top 5 w Ameryce - odnieśliśmy taki cholerny sukces, że ja po prostu nie rozumiem. Po prostu nie mogę rozumieć - no bo zobaczcie co oni zrobili. Ale kiedy wydaliśmy Risk, pomyślałem sobie: "Kurwa, teraz rozumiem, spieprzyliście sprawę, wracamy do tego, co działało" i powiedziałem Marty'emu, że nasza nowa płyta musi być ciężka - a on na to: "Stary, jak oglądasz MTV, to widzisz, że gitarzyści nie ruszają w ogóle lewą ręką". [śmiech] A ja pomyślałem: "Przecież my jesteśmy Megadeth" i to właśnie wtedy tak naprawdę zaczęliśmy bardzo szybko oddalać się od siebie. Bo coraz gorzej się rozumieliśmy, ale dopiero wtedy to naprawdę nabrało tempa. Kiedy powiedziałem, że musimy wrócić do grania ciężkiej muzyki, olać radio, olać MTV, że nie powinniśmy próbować być zespołem popowym albo alternatywnym, cokolwiek się zdarzy, po prostu grać dobrą muzykę - to nie było to, co on chciał usłyszeć.

F: I dlatego Marty odszedł?

DM: Cóż, myślę, że to tylko niektóre powody. Tak jak wam już powiedziałem, on chciał zająć się innymi rzeczami, inną muzyką. Mam na myśli... popatrzcie - macie Risk z Marty Friedmanem, macie The World Needs a Hero z Alem Pitrellim. No i który jest który? To dwaj zupełni gitarzyści, dwa zupełnie różne style, źródła inspiracji. Ten drugi styl to coś jakby: "Wszystkie decyzje podejmuję sam, nie przejmuję się tym, co mówią inni, bo to może być w ogóle moja ostatnia płyta", bo wtedy byliśmy związani z Capitolem, ale to był ostatni album, który mieliśmy dla nich nagrać i nie wiedziałem, czy ktokolwiek inny będzie chciał podpisać z nami kontrakt. Chciałem, żeby płyta, którą im daliśmy, nie była podobna do naszej poprzedniej płyty [Risk]. Ona była słaba, więc zdecydowałem, że zrobię płytę, która ich... która ich będzie boleć. Podczas pracy nad Risk, kiedy Marty Friedman był w zespole, mówił: "Stary, to musi być wolniejsze". Mówię wam prawdę. Jak robiliśmy "The Doctor Is Calling", siedzę tam i oto, słowo w słowo, co on powiedział: "Stary, musimy komponować wolniejsze piosenki" a ja popatrzyłem na niego i mówię: "Marty, gdzie do kurwy byłeś przez ostatnie dwa tygodnie?", a wszyscy byliśmy w studiu i pracowaliśmy, więc to było naprawdę złośliwe, ale byłem wkurzony, a on na to: "Musimy skomponować coś naprawdę wolnego". Więc wziąłem moją gitarę i do ręki i zagrałem: [śpiewa] "na na na na" - melodię "The Doctor Is Calling" i to był w zasadzie żart. A on na to: "Kurwa, człowieku, to wspaniałe", a ja tylko westchnąłem... Marty będzie robił to, co chce robić, jest wspaniałym muzykiem, i jesteśmy przekonani, że osiągnie sukces w czymkolwiek, co będzie chciał robić. Czy mi go brakuje? Tak, brakuje mi go, ponieważ był przyjacielem zespołu i przeżyliśmy ze sobą wiele wspaniałych chwil. Ale w końcu nadszedł czas, żeby Marty odszedł.

F: Jeden z moich ulubionych tekstów Megadeth to: "Kiedy zabijasz człowieka, jesteś mordercą..."

DM: Ach, "Captive Honour" [z Countdown to Extinction].

F: Tak. Co oznaczają te słowa? Czy mógłbyś je wyjaśnić?

DM: OK, "Kiedy zabijasz człowieka, jesteś mordercą..." - bo jak cię zabiję, pójdę do więzienia, tak? Podczas wojny, jeśli jesteś kimś takim jak Aleksander Wielki, wchodzisz do wioski i mordujesz wszystkich, albo, jak ci wszyscy niewiarygodni historyczni zdobywcy, który niszczyli całe społeczności, np. w średniowieczu Wlad Palownik, Leif Eriksson - tacy kolesie robili takie rzeczy. Więc jesteś wielkim zdobywcą, ponieważ podbiłeś Rzymian, podbiłeś Persów, podbiłeś Greków czy takie tam, tak? Ponieważ przybyłeś i zniszczyłeś armie liczące tysiące ludzi. Wiecie, ludzie myślą: "On jest wielki, on jest jak Cezar". A jak zabijesz wszystkich i na całej ziemi nie będzie już żadnych innych ludzi, będziesz oczywiście bogiem, ponieważ nie ma nikogo, kto mógłby to wszystko zrobić i udałoby mu się ujść z życiem.

F: Krążyły plotki, że nagraliście razem z Metalliką utwór zatytułowany "Hunger". Czy to prawda?

DM: Nie, "Hunger"... "The Hunger" zostały nagrany przez zespół, który nazywa się... Nie, jest zespół, który nazywa się Hunger, który nagrał piosenkę "Vanishing Cream". Myślałem że to Metallica - usłyszałem to i pomyślałem: "To James!" Ale potem usłyszałem gitarową solówkę i ona była stanowczo zbyt dobra, żeby to mógł być Kirk. [śmiech] Nie, nie, nie... to naprawdę było oszałamiająco zajebiste gitarowe granie, wspaniała solówka i to prawdopodobnie o tym kawałku mówicie. Jeśli to inny utwór, który nazywa się "The Hunger", który został nagrany przez Killing Joke (tak mi się wydaje) - to też nie ja.

F: Trochę trudno zobaczyć jakiekolwiek wasze teledyski, bo nie pojawiacie się zbyt często na MTV. Nie myśleliście o tym, żeby wydać kasetę wideo z teledyskami?

DM: Cóż, mamy DVD z 25 teledyskami, które przygotowywał Capitol, i gdy tylko się z nimi rozstaliśmy, powiedzieli: "OK, możecie to sobie wziąć z powrotem". Więc Sanctuary pewnie to wyda w ciągu następnego roku.

F: Więc możemy się spodziewać w przyszłym roku DVD i albumu koncertowego?

DM: W ciągu roku czy dwóch.

F: To wspaniała wiadomość dla każdego fana Megadeth.

DM: Tak.


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth.rockmetal.art.pl
Wywiady | Strona główna | Z powrotem na górę | Napisz do nas