Wywiady i artykuły o Megadeth


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Próba ognia

źródło: RIP, listopad 1993
wywiad z Dave'm Mustaine'm, rozmawiał: Steffan Chirazi, tłumaczenie: King V


Dave Mustaine - błyskotliwy, charyzmatyczny i często przewrotny lider Megadeth, ujawnił kontrowersyjnie fakty dotyczące całej swojej kariery. Od dni spędzonych w Metallice aż do momentu wspięcia się Megadeth na metalowy szczyt albumem Countdown to Extinction, Dave toczył w swojej wojnie bitwy ze wszystkim i wszystkimi począwszy od członków zespołu a skończywszy na narkotykach. Ostatnio szerzyło się wiele pogłosek na temat stanu jego zdrowia. Prawie 3 lata, od początku roku 1990 aż po koniec roku 1993, spędził w całkowitej abstynencji lecz krążyła plotka o tym, iż doświadczył przykrego nawrotu nałogu. Dave milczał. Odmówił udzielania wszelkich wywiadów a rzecznik prasowy wytwórni płytowej mówił, iż nie można się z nim nawet skontaktować. Teraz gdy upłynęło już sporo czasu, Dave jest gotów by opowiedzieć dokładnie jak to wszystko wyglądało. Jest w tej opowieści wiele brutalnych słów i sformułowań, lecz tak właśnie wygląda prawda opowiedziana przez człowieka który zawsze był całkowicie szczery mówiąc o swoich problemach.


Steffan Chirazi: Zacznijmy od tego co wydarzyło się w Twoim życiu w ciągu kilku ostatnich miesięcy.

Dave Mustaine: Sesja nagraniowa do Countdown to Extinction rozpoczęła się 6 stycznia 1992 roku. Mieliśmy zarezerwowane 66 dni by się z nią uporać, ale będąc realistą jeśli chodzi o produkcję płyt, wiedziałem, że to nie wystarczy. Mieliśmy nóż na gardle i za każdym razem kiedy potrzebowaliśmy kilku dodatkowych dni, stanowiło to straszny problem. Zaczynało mnie to złościć. Pracowaliśmy tak ciężko by wydać ten album, że zacząłem spędzać większość czasu z dala od żony. Była wtedy w ostatnich miesiącach ciąży i właściwie był to czas kiedy wyczekiwała za drzwiami i rzucała się na mnie z pięściami kiedy wracałem do domu. W dniu kiedy urodził się Justis, nagrywałem cały dzień ścieżki rytmiczne i byłem naprawdę zmęczony. O godzinie 2 w nocy moja żona zaczęła rodzić. Około 4 byliśmy już w szpitalu i dopiero o 7:30 wieczorem Justis przyszedł na świat. Nie kładłem się przez całą noc więc kiedy w końcu się pojawił na świecie zwariowałem już ze zmęczenia i poczułem wielką ulgę, że to koniec. Wszystko czego wtedy pragnąłem to otwartej z hukiem butelki szampana, ale skończyło się na kawie i kubańskim cygarze.
Wciąż pracowaliśmy nad albumem i po 4 miesiącach był w końcu gotowy. 10 września wylecieliśmy z Dave'm
[Ellefson'em] do Europy by udzielać wywiadów. Poczułem się samotny bez żony i syna. Otwierałem mini-barki a tam stało piwo. Doszedłem do wniosku, że skoro mam problem z heroiną i kokainą to przecież piwo mnie nie zabije. Wypijałem piwo i zasypiałem. Mam tyle nałogów, że to wręcz śmieszne. Jestem hazardzistą. Nałogowo podejmuje ryzyko, bo skaczę ze spadochronem i jeżdżę na snowboardzie. Myślałem sobie "Pieprzę to! Nie mam zamiaru ryzykować!" a zaraz potem igrałem z własnym życiem. Uprawiając kickboxing i karate bezustannie ryzykuję kontuzją dłoni. Ostatnio zaprzestałem skakania z samolotu, odłożyłem snowboard a od czasu mojego ostatniego treningu minęły miesiące. Więc zaczęliśmy koncertować, jeździć od kraju do kraju, a ja zaczynałem chorować. Chciałem sobie zrobić kilka dni przerwy, ale nie dało się. Jednej nocy cholernie się nawaliłem, byłem naprawdę pijany. Byłem sam, rozpaliłem w kominku wielki ogień, rozsiadłem się wygodnie i słuchałem jakichś taśm. Zadzwoniłem do wytwórni, do żony i do mojego menedżera mówiąc "Znowu piję. Źle się czuję. Nie chce teraz trasy koncertowej. Chce spędzać czas z moim synem i żoną."

SC: Kiedy piłeś i patrzyłeś w ogień, gdzie byłeś myślami?

DM: Po prostu patrzyłem na ogień i myślałem o moim życiu, o tym co robiłem i jak wszyscy zawsze porównywali nas do Slayera, Anthraxu i Metalliki. To świetne zespoły, ale my jesteśmy zupełnie inni. To tak jakby powiedzieć ze Raiders są tacy jak Cowboys. Jasne, że obie te drużyny grają w football, ale to przecież dwie zupełnie różne drużyny.
Uświadomiłem sobie również, iż doszedłem do momentu, w którym byłem już zmęczony ludźmi, którzy mówią mi co mam robić. Miałem 31 lat i chciałem robić to na co sam miałem ochotę. Ale wciąż byliśmy w trasie, aż koniec końców dotarliśmy do Miami gdzie byłem już tak chory, że musiałem udać się do lekarza. Przepisał mi syrop na kaszel zawierający kodeinę, która jest syntetycznym opium (o właściwościach podobnych do heroiny). Piłem go przed wyjściem na scenę, czułem się dobrze i nie zdawałem sobie sprawy, że jednocześnie budzę uśpionego w moim ciele smoka.
Kiedy dotarliśmy do Nowego Yorku wybrałem się do laryngologa, który włożył mi do gardła kamerę. Specjaliści obejrzeli zdjęcia moich strun głosowych i powiedzieli "Nie możesz tak funkcjonować. Zrób sobie 2 tygodnie całkowitej przerwy jeśli chcesz znowu śpiewać". Więc powiedziałem wszystkim w Nowym Yorku "Nie mogę" a oni na to "Musisz, zostało tylko kilka dni i będzie przerwa." Nikt mnie nie słuchał. Nikt nie słyszał kiedy mówiłem "Mam naprawdę zły okres." Więc stwierdziłem "Kurwa, oni mają mnie gdzieś. Chcą żebym wyszedł na scenę a jedyny sposób w jaki mogę to zrobić to szprycować się kodeiną. Mnie, osobie mającej problem z prochami, ludzie mówią zgodnie bym się nawalił. Po prostu kurwa wspaniale." Ale tak naprawdę wcale nie było wspaniale, że ja wiedziałem lepiej podczas gdy wszyscy inni w rzeczywistości nie chcieli bym to robił, ale bali mi się o tym powiedzieć.
Sprawy wciąż się pogarszały. Przestałem brać kodeinę, bo z moim gardłem było już lepiej, piłem za to sporadycznie piwo na scenie. Z czasem jedno piwo zamieniło się w kilka i zaczynałem czuć się nadęty więc poszedłem krok dalej i zamieniłem piwo na wódkę. Piłem na scenie wódkę zmieszaną z 7UP, co było moim ulubionym drinkiem w dawnych czasach. Moja żona zwracała mi uwagę, że śmierdzę alkoholem i że nie znosi tego zapachu, więc w moim uzależnionym umyśle pojawiła się myśl "Ona nie wyczuje valium". Kupiłem fiolkę zawierającą 500 sztuk. Osiągnąłem stan, w którym wiedziałem już, że potrzebuję zwrócić się do kogoś o prawdziwą pomoc, a nie jedynie zaprzestanie picia, pójść na odwyk i wrócić na trasę. Chciałem dotrzeć gdzieś, gdzie ktoś zajrzy mi do głowy, do serca, do duszy i będzie potrafił wskazać przyczynę, która powoduje te moje nawroty nałogu.

SC: Nikt Ci nigdy nie powiedział, że może trasa jest zbyt ciężka, że być może Twój tryb życia sam powinien wrócić do normy?

DM: Nie. Nigdy nie było nikogo kto by podawał nam prawdziwy bilans. Naprawdę nikt nigdy nie powiedział, że tempo jest zbyt wyczerpujące. Wszyscy powtarzali "No wiesz... tak robiła Metallica" i tak dalej. Ale my nie jesteśmy jak Metallica. Nie jesteśmy jak ktokolwiek inny.

SC: Więc wciąż jesteś na trasie i potrzebujesz odpoczynku...

DM: Więc byliśmy w Kanadzie, a ja żarłem valium garściami - te żółte 5 miligramowe tabletki. Zacząłem też znowu pić koniak. Wypadłem z normalnego trybu. Pewnego dnia zaraz po zażyciu pigułek byłem na tyłach autokaru. Jest tam wielkie łóżko bym mógł spać razem z żoną i synem i wszędzie z tyłu są lustra. Próbowałem schować fiolkę z tabletkami za kamerę wideo zapominając, że wszędzie są lustra. Żona zapytała mnie "Co to jest tam za kamerą?" Wziąłem je do ręki i powiedziałem "Słuchaj, jestem już tym zmęczony, mam valium bo nie podobał Ci się zapach alkoholu. Nie lubię już koncertować, nie lubię mojego agenta, nie lubię menedżera, mojego zespołu ani czegokolwiek innego." Wysypałem wszystkie valium do toalety. Wszystkie poza 36 sztukami które wrzuciłem do koszyka z przyborami do mycia. Następnego ranka wylecieliśmy z powrotem do Kalifornii gdzie zjadłem wszystkie jednego dnia.

SC: To wygląda na przedawkowanie, które mogło Cię zabić.

DM: Powinienem był umrzeć, ale z jakiegoś powodu Bóg mnie ocalił. Myślę, że po to bym mógł dzielić się doświadczeniami z innymi, którzy przechodzą przez to samo co ja. Poszedłem do szpitala i lekarz próbował mnie odtruć. Z czym do mnie wyskoczył? - Więcej valium! Skończyło się na tym, że cały ociekałem krwią. Przyszła moja żona i znalazła mnie leżącego bezwładnie na sedesie, krwawiącego. Umierałem. Wiedziałem, że podano mi nadmierną dawkę leków. Wiedziałem, że muszę się stamtąd wydostać. Polecieliśmy do Phoenix. Nie pamiętam ani wsiadania ani wysiadania z samolotu, drogi do miejsca w którym się znalazłem ani czegokolwiek innego. Osiem dni później w końcu zorientowałem się gdzie byłem. Powiedzieli mi, że rano, zaraz po tym jak znalazłem się w szpitalu, zabrali mnie na intensywną terapię ponieważ umierałem. Zostałem tam 7 tygodni. Powiedziałem swojemu menedżerowi, że nie wiem czy chcę jeszcze kiedykolwiek grać i rzecz jasna nie mam kurwa zamiaru grać teraz. Poważnie myślałem o zejściu ze sceny. Zacząłem myśleć "Czy już czas się poddać?" Wyobraziłem sobie swoją żonę i syna dorastającego bez ojca. Wyobrażałem to sobie i starałem się być całkowicie szczery wobec samego siebie co było dość bolesne. Ale cały czas starałem się myśleć, że przecież robię to dla siebie, swojej żony i syna. Pomyślałem, że jeśli będę jeszcze grał to wspaniale, ale nie wiedziałem czy chcę grać jeszcze z Megadeth. Widziałem, że jeśli zostanę w tym interesie to ostatecznie mógłbym być producentem lub pisać muzykę, a jeżeli zdecyduje się grać znowu w zespole to przecież mam już swój poboczny projekt. Rozmawiałem z Lee Vingiem [były wokalista Fear] i kilkoma innymi facetami by skompletować Beverly Killbillies [pierwotna nazwa MD.45]. Mieliśmy już napisanych kilka kawałków. Pojawiła się nawet moja żona z moją siostrą i zrobił się "tydzień rodzinny" podczas którego wyszło na jaw kilka nieprzyjemnych rzeczy. Potem mieliśmy "tydzień rodzinny" z Megadeth i to już było bardzo nieprzyjemne. Na początku wszyscy powiedzieli, że nie za bardzo chce im się przyjechać do Phoenix i pomyślałem sobie "jesteście chętni by ze mną grać, ale nie macie chęci tego zrobić?" Wtedy naprawdę pomyślałem "Pierdolić ten interes, to wszystko naprawdę zmienia ludzi". Byli wściekli za to co się stało podczas trasy, ale przyjechali. Mieliśmy naprawdę cholernie wyczerpujący tydzień. W czwartek zdecydowaliśmy zwolnić naszego agenta (w Stanach) Wygadywał same bzdury mówiąc, że nie mogę zwalać winy za powrót do nałogu na przepracowanie. Powiedziałem "Jasne, że nie mogę do cholery! Jestem zestresowany, przepracowany, nikt mnie nie słucha i mam depresję!" W tej chwili jestem całkiem szczęśliwy z punktu w którym się znajduje. Mam kochającą żonę, syna który nazywa mnie tatą i który odczuwa przyjemność, gdy go trzymam, oraz psa który mógłby dla mnie zabić człowieka.

SC: W środku twojego załamania, jak zbierałeś siły by wyzdrowieć i dojść do siebie? Jak się z tego wyrwałeś zamiast jeszcze bardziej się pogrążyć ?

DM: Przedawkowując valium próbowałem popełnić samobójstwo ponieważ byłem już zmęczony. Całkiem straciłem chęć do życia. Nikt nie słuchał tego co mówiłem - mój agent, mój menedżer. Moje stosunki z resztą zespołu całkiem się spieprzyły i nie chciałem już nigdy więcej grać. Granie przestało sprawiać mi przyjemność. Straciłem do tego serce. Wyjazd do Arizony przywrócił mi moją siłę. Nie chce siły nikogo innego, chcę tylko swojej własnej siły!

SC: Wiele razy mówiono, że Twoja fanatyczna obsesja na punkcie trzeźwości powodowała, że poddałeś sam siebie nadmiernej presji.

DM: Tak, to w dużym stopniu była "trzeźwość uzyskana w wyniku presji". Za każdym razem kiedy zrobiłem coś źle byłem upokarzany. Wszyscy wskazywali na mnie i winili mnie zawsze kiedy z zespołem szło coś nie tak, i czułem, że to nie jest na miejscu.
Teraz zdałem sobie sprawę, że jeśli ludziom nie podoba się to co robię to w porządku, to w końcu ich opinia. Nie czytam już wywiadów czy recenzji bo to są zdania innych. Kolejna rzeczą z którą się pogodziłem jest to, że kiedy wejdę znowu na scenę to będę tam ja, mój Bóg i wszyscy fani. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy że fani potrafią być także krytyczni i byłem już krytykowany od samych początków mojej kariery. Kolejna rzecz jakiej nie wziąłem pod uwagę: Album dotarł na miejsce 2 list przebojów. Pamiętam jak myślałem "Ciągle drudzy... Zawsze będzie ktoś z kim przegramy" Ostatecznie, pomimo tego miałem już dość całego tego gówna.

SC: Nagrałeś właśnie całkiem nowy utwór do filmu Last Action Hero pt. "Angry Again". Jak do tego doszło?

DM: Zasadniczo po rozmowie z naszym producentem Max'em Norman'em, z którym świetnie się rozumiemy, napisałem tę piosenkę na nowo. Kiedy wszedłem do studia zespół skończył nagrywać tę piosenkę w godzinę - wszystko po tym jak jeden z naszych starych agentów powiedział, że piosenki nie mogą być pisane na zamówienie.
Początkowo nagrywanie miało się rozpocząć kiedy byłem jeszcze w centrum odwykowym i powiedziałem swojemu menedżerowi, że jeżeli ktoś może to przełożyć, to tylko on. Powiedziałem "Chłopaki, czy wy tego kurwa nie rozumiecie? Moja osoba jest teraz ważniejsza niż cały zespół" Nie mogłem tak po prostu opuścić ośrodka i nagrywać przed ukończeniem kuracji. To by było jak opuszczenie chemoterapii przed ostatnim zabiegiem. Teraz nie ma już miejsca na takie pochopne decyzji. Staram się teraz wszystko z góry przemyśleć i starannie zaplanować.

SC: Podsumujmy. Powiedziałeś, że byłeś już po drugiej stronie i była to najbardziej pożyteczna kuracja jaką ktokolwiek mógłby mieć?

DM: Z każdym razem kiedy jestem w opałach staje się coraz silniejszy. Wiem, że kolejna działka czy kolejny drink czai się tuż za rogiem, niezależnie czy mam fizyczną i psychiczną siłę by się im oprzeć czy też nie. Bardzo ważne jest to, aby moja hierarchia wartości miała odpowiedni porządek. Najpierw moja kuracja, potem rodzina i dopiero muzyka. Utrzymując to w takim porządku mogę dojść do muzyki i całkowicie się na niej skoncentrować. A dzięki temu co przeżyłem, nauczyłem się, że każdy przechodzi przez to samo. Kiedy mówię, że miałem problemy w dzieciństwie i osoba siedząca tuż obok, mówi to samo, myślę sobie "wow" Było dla mnie bardzo ważne by zdać sobie sprawę, że jestem bliżej ludzi niż kiedykolwiek myślałem, że nie jestem jakimś androidalnym kosmitą. Ale wiesz co? Dzisiaj jest dobry dzień. Kiedyś podczas prób myślałem sobie, że dziś jest dobry dzień by umrzeć. Teraz myślę że dziś jest dobry dzień by żyć.


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth.rockmetal.art.pl
Wywiady | Strona główna | Z powrotem na górę | Napisz do nas