Wywiady i artykuły o Megadeth


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth - Ryzyko?

źródło: Metal Hammer 9/1999
wywiad z Davidem Ellefsonem, rozmawiał: Rozmawiał: Dar(e)k


Ci, którzy jeszcze kilka lat temu spekulowali co do dyktatury Dave'a Mustaine'a w Megadeth, dziś zapewne mają pole do popisu. Tuż po tym jak agencje podały wiadomość o problemach zdrowotnych Mr. Menzy, rudowłosy postanowił znaleźć sobie nowego bębniarza. Wkrótce potem okazało się, że pomiędzy obiema stronami nie najlepiej się ostatnio układało, w końcu konflikt zaostrzył się na tyle, że nie sposób było dociec, czy rewelacje podawane przez agencje były prawdziwe, czy też ktoś starał się nadać sprawie tego konfliktu inne podłoże. Nieważne, bo bez względu na istniejące spekulacje i tak nie jesteśmy w stanie dociec prawdy. Nawet David Ellefson, zapytany przeze mnie o przyczynę zmiany w składzie Megadeth, podał dosyć enigmatyczne wytłumaczenie... Nie myślcie sobie jednak, że to stanowiło główny powód tej rozmowy... Oczywiście, że nie, powód był dla nas, odbiorców, zdecydowanie bardziej istotny. Otóż na rynku ukazał się właśnie nowy album Megadeth, zatytułowany Risk. I co wy na to? Po sukcesie Cryptic Writings, który to za przykładem swych poprzedniczek dorobił się "platyny", Megadeth nagrał płytę zdecydowanie nowatorską, na której słychać sporo elektroniki, sample, nawet trochę symfoniki. Wyobrażam sobie, jakie przerażenie wymalowało się na waszych twarzach, ale nie ma się czego bać. Risk to nadal stuprocentowy Megadeth, tyle że bogatszy i jeszcze bardziej dojrzały. O nowej płycie kwartetu miałem okazję rozmawiać z basistą zespołu, Davidem Ellefsonem...


Metal Hammer: Witaj David. Nowa płyta Megadeth, album Risk jest już dziewiątą w waszej karierze. To imponujące!

David Ellefson: Cześć, rzeczywiście, jednak zespół istnieje już kilkanaście lat. Zresztą my nie wydajemy płyt co roku. Choćby od czasu wydania Cryptic Writings minęły już dwa lata...

MH: Tak, nowa płyta Megadeth zawsze jest wielkim wydarzeniem na scenie...

DE: Dzięki!

MH: Co działo się z zespołem przez ostatnie dwa lata?

DE: Bardzo intensywnie koncertowaliśmy, zwiedziliśmy przy tym kawał świata. Poza tym odkryliśmy kilka nowych miejsc, wśród których znalazła się między innymi Polska. Zresztą było kilka takich miejsc, w których nigdy jeszcze nie graliśmy. Wiesz, metal w Stanach umiera, bądź też już jest martwy, więc dla Megadeth jest bardzo ważne, by podbijać nowe kraje. My nie zamierzamy podzielać losu heavy metalu w USA, nasz poprzedni album rozszedł się w ilości kilkuset tysięcy egzemplarzy. Dlatego Megadeth pozostaje ponad tym wszystkim. Sukces Cryptic Writings był dla nas wielkim zaskoczeniem. Mnóstwo utworów z tej płyty było normalnie grane w radio, to w głównej mierze zadecydowało o tym, że usłyszało o nasz mnóstwo osób. Poza tym radio wiele osób na naszą muzykę otworzyło, to były bardzo ekscytujące lata.

MH: Prawdopodobnie tak będzie wraz z waszym najnowszym dziełem zatytułowanym Risk. Niewątpliwie płyta ta może stać się sensacją z innego powodu. Otóż materiał skomponowany na Risk jest czymś zaskakującym, nigdy w swej karierze Megadeth nie był aż tak nowoczesny...

DE: Przez wszystkie lata działalności Megadeth balansowało pomiędzy heavy, thrash, speed metalem, a nasza nowa płyta jest przykładem na to, że z tymi gatunkami muzyki można jeszcze coś zrobić interesującego. Poza tym dochodzi do tego sprawa produkcji płyty, brzmi ona zdecydowanie inaczej niż wszystkie poprzednie. Tak się szczęśliwie złożyło, że kolejny raz pracowaliśmy nad naszą płytą z Danny'm Huff'em. To jego zasługą jest "wszczepienie" w Megadeth tych wszystkich nowych patentów. Wchodząc do studia mieliśmy koncepcję nagrania płyty świeżej, Dan spowodował jednak, że efekt zdumiał nas samych.

MH: Ciekawe jak konserwatywni maniacy odbiorą choćby takie utwory jak "Insomnia" czy "Crush'em". Nie boisz się, że choćby sample w waszej muzyce mogą wywołać wśród waszych fanów zdecydowany sprzeciw?

DE: Wiem, że będą ludzie, którzy właśnie to pokochają najbardziej w tej płycie. Z pewnością znajdą się też tacy, którzy stwierdzą: "Nie, ta płyta jest zbyt lekka, zrobili to, zrobili tamto..." Jestem jednak dobrej myśli, wierzę, że więcej będzie takich osób, które stwierdzą: "Łał! Megadeth jeszcze nigdy nie był tak dobry!" Ha, ha, ha... Ludzie powinni polubić naszą nową płytę, ponieważ do muzyki, którą gramy od lat dodaliśmy coś nowego. Nie chcemy wracać z muzyką tam, gdzie ona umiera...

MH: Czyżby tytuł tej płyty oznaczał właśnie ryzyko, które ponosicie wydając tak odważny materiał?

DE: Poniekąd tak. Każdy nasz kolejny album to krok do przodu. Risk jest właśnie krokiem naprzód, muzycznie, jeśli chodzi o teksty, stylistycznie. Myślę że tytuł naszej nowej płyty odnosi się do tego materiału bardzo dobrze.

MH: Wasze teksty zawsze były bardzo interesujące, podejrzewam, że Risk także tę opinię potwierdzi...

DE: Generalnie teksty te są dedykowane fanom Megadeth, mają się odnosić właśnie do nich. Są także dla dziewczyny, która po raz pierwszy usłyszała nas w radio [śmiech]. Zresztą uważam, że nasze nowe utwory także doskonale nadają się do grania ich w radio. Myślę, że teksty na tej płycie są bardzo zrozumiałe.

MH: Płyta Risk została nagrana z nowym bębniarzem. Mógłbyś powiedzieć kilka słów na jego temat?

DE: Tak, nazywa się Jimmy DeGrasso, niektórzy fani heavy metalu prawdopodobnie mogą go znać z Suicidal Tendencies i z zespołu Alice'a Cooper'a. Jimmy jest fantastycznym bębniarzem, poza tym jest cudownym człowiekiem we współpracy. Zresztą słuchając Risk musisz stwierdzić, że partie bębnów są naprawdę wspaniałe...

MH: Tak, muszę się z tym zgodzić. Dave, jesteś basistą i ty najlepiej odpowiesz na to pytanie. Czy widzisz jakąś różnicę w grze DeGrasso i Menzy?

DE: Tak, absolutnie! W całej karierze Megadeth przewinęło się przez ten zespół wielu muzyków, każdy z nich dodawał do zespołu coś nowego, coś świeżego. Taki jest też nowy bębniarz w naszym nowym składzie, gra nieco inaczej niż pozostali. Nie będę tutaj porównywał poszczególnych nazwisk, bo to bez sensu. Jimmy jest, jak już powiedziałem, bardzo dobrym bębniarzem.

MH: Pozwól, że jeszcze na chwilę powrócimy do poprzedniego muzyka. Co tak naprawdę było powodem tego, że Nick Menza opuścił Megadeth?

DE: Coś się spieprzyło w naszych stosunkach. Być może będzie to kolejna pożywka dla prasy, jednak żadna zmiana w Megadeth nie była podyktowana czymś co by wykraczało poza racjonalne powody. Czasem są to różnice w poglądach na muzykę, a czasem coś po prostu pęka. Tak niestety było z Nickiem Menzą. Podkreślam - niestety, ponieważ Megadeth wiele mu zawdzięcza, spędził zresztą w zespole kilka wspaniałych lat. Myślę, że to co się stało, jest lepsze dla niego, jak i dla samego zespołu. Mam też nadzieję, że nasze stosunki z nowym bębniarzem będą układać się dobrze.

MH: Zdajesz sobie jednak sprawę z tego, że każda zmiana w waszym składzie rodzi nowe plotki?

DE: Tak już jest, niestety. Osobiście słyszałem wiele teorii na temat odejścia Menzy z zespołu, często jest jednak tak, że najmniej wtedy ma do powiedzenia sam zespół, a najwięcej dziennikarze. Trochę to dziwne, ale tak już niestety jest.

MH: Teraz słów kilka na temat Mustaine'a. Wiesz, nosiłem się z tym pytaniem od kilku lat, więc nie sposób nie wykorzystać nadarzającej się okazji. Osobiście bardzo lubię głos Mustaine'a, zapewne nie jestem w tym poglądzie odosobniony. Czasem jednak spotykałem się z opiniami, że Dave ma zbyt słaby głos do tak mocnej, energetycznej muzyki. Słychać to było na płytach, na koncertach...

DE: Myślę, że Risk jest najlepszym przykładem na to, że Dave jest bardzo dobrym wokalistą. Potrafi śpiewać naprawdę interesująco, poza tym śpiewa w takim zasięgu swojego głosu, w jaki wyposażyła go natura. Nie stara się zresztą udawać kogoś, kim nie jest. Na Risk jego głos brzmi zdecydowanie najlepiej. Przez wszystkie lata działalności Megadeth Dave śpiewał moim zdaniem bardzo dobrze, tworzył bardzo dobre linie wokalne, miał zawsze mnóstwo pomysłów. Był takim "człowiekiem - pomysłem". Na Risk jego głos przeszedł jakby w inny wymiar, poza tym na tej płycie znajdziesz przynajmniej kilka jego bardzo wyróżniających się pomysłów.

MH: Niewątpliwie zaś jest to jedna z najbardziej wyróżniających się na metalowej scenie indywidualności. Zresztą cały Megadeth darzony jest już niemal boską czcią... Co wtedy czujesz?

DE: Po prostu mnie rozpiera... ha, ha, ha... Wiesz, siedzę teraz w domu z moimi dziećmi i raczej nie myślę o tym, że ktoś tak sądzi. Dla mnie te wszystkie lata związane z Megadeth to przede wszystkim bardzo ciężka praca, bardzo wyczerpujące koncerty. Bardzo się jednak cieszę, że nasz wysiłek jest w jakiś sposób doceniony przez ludzi. Jest mi niezwykle miło, gdy ktoś nas chwali [śmiech], jednak nie czuję się żadną gwiazdą. Jestem normalnym człowiekiem, oprócz zespołu mam swoje własne życie, tak samo ważne, jeśli nie ważniejsze od Megadeth...

MH: Megadeth zawsze słynął z ciężkości, z bardzo specjalnej melodyki... Na co zorientowana jest nowa płyta?

DE: Risk jest pod tym względem bardzo złożonym materiałem. Myślę, że przede wszystkim doskonale obrazuje każdego z nas jako muzyka. Każdy z nas miał tu okazję trochę "pograć", to jest w tym materiale bardzo mocno wyczuwalne. Poza tym jest to bez wątpienia płyta z bardzo nowoczesną muzyką.

MH: Zdajesz sobie sprawę z tego, że spore grono fanów Megadeth oczekuje jednak od was jednak bardziej tradycyjnego brzmienia? Słyszałem nawet opinie, że z Megadeth dzieje się coś takiego jak z Metallicą...

DE: A co stało się z Metallicą? [śmiech] Wiesz, osobiście nie sądzę by ten zespół zrobił coś wbrew sobie. Metallica nagrywa nadal płyty, choć nie jest już to ta sama muzyka, którą ten zespół grał przed laty. Mam swój prywatny pogląd na ich nowe płyty, jednak przyznasz, że byłoby nudne, gdyby Metallica grała cały czas tak samo. Podobna sytuacja ma miejsce w Megadeth, choć my podążamy w nieco innym kierunku. Owszem, moglibyśmy nagrać kopię Countdown to Extinction, jednak nie jestem pewny czy ludzie, którzy lubią tę płytę, byliby z tego zadowoleni. Każdy album Megadeth jednocześnie otwiera i zamyka pewien etap w karierze zespołu. Gdybyśmy grali od dziesięciu lat tylko kawałki z Peace Sells... na przykład, w końcu wszystkim by się znudziło. Czemu więc ograniczać się w tym względzie, skoro cały czas, z każdym dniem nabieramy doświadczenia, jesteśmy w stanie pisać coraz lepsze rzeczy. Myślę, że jeśli ktoś lubił od początku naszą muzykę, w końcu, prędzej czy później, polubi nową płytę. Przecież jest na niej nasza muzyka, polecam ją nawet najbardziej zatwardziałym konserwatystom.

MH: Jest na tej płycie kilka prawdziwych perełek. Choćby "Prince of Darkness" to jeden z najmroczniejszych numerów w historii Megadeth, zgodzisz się ze mną?

DE: Tak, bez wątpienia. Siłą tego utworu jest tekst, zresztą nasze teksty pozostawiają dosyć duże pole do interpretacji. "Prince of Darkness" może kogoś przestraszyć, "o mój Boże, oni śpiewają o diable!", he, he, he... Ale niektórzy mogą stwierdzić równocześnie, że to tekst o byłej dziewczynie [śmiech]. Bez względu na interpretację tego utworu, jest to, jak powiedziałeś, jeden z najbardziej mrocznych, grzesznych utworów Megadeth. Poza tym to bardzo wolny, mroczny i groźny kawałek. Myślę, że nikt się po nas czegoś takiego nie spodziewał...

MH: Podobnie jak teledysku z takimi "mięśniakami" jak Bill Goldberg czy Jean Claude Van Damme...

DE: Całkiem podobnie [śmiech].

MH: Czy takie przedsięwzięcie jest bardzo drogie?

DE: Kręcenie video to kosztowny interes, ale sam udział takich gwiazd nie podniósł jakoś drastycznie kosztów teledysku do "Crush'em". To było bardzo zabawne, ponieważ wcześniej zrobiliśmy wiele klipów, ale nigdy w nich nie graliśmy [śmiech]. Najpierw jednak powstał "Crush'em", później doszliśmy do wniosku, że ten utwór mógłby doskonale nadawać się do celów promocyjnych, czyli między innymi do nakręcenia teledysku. Mieliśmy już doświadczenia z filmem, poza tym Dave był zafascynowany "Uniwersalnym Żołnierzem". Tak się więc złożyło, że powstał teledysk rodem z filmu. Jesteśmy z niego zresztą bardzo zadowoleni.

MH: Jesteście związani z bardzo dużą firmą, między innymi dlatego możliwości promocji macie w zasadzie nieograniczone. Jak na poziomie "nieco większych pieniędzy" układa się wasza współpraca z Capitol?

DE: To bardzo zabawne, jesteśmy "robolami" w Capitol. Podpisując kiedyś kontrakt z Capitol, nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak szybko zmieni się ta wytwórnia w coś naprawdę wielkiego. Capitol prowadzi znakomitą politykę muzyczną, choć niektórzy do takich działań są uprzedzeni. Capitol cały czas rozwija się bardzo dynamicznie, ustalając tym samym swoją pozycją na tzw. "rynku".

MH: Czy z racji znakomitych wyników, które uzyskał Cryptic Writings, liczycie że sukces zostanie powtórzony wraz z Risk?

DE: Wiesz, nie interesują mnie liczby. Najważniejsze jest to, bym mógł dalej robić to, co kocham, bym mógł zapewnić mojej rodzinie utrzymanie. To najistotniejsze. Od samej muzyki oczekuję tylko, by podobała się ludziom. Mam nadzieję, że ta płyta podniesie status Megadeth. Kiedyś nikt nie przypuszczał, by metalowy zespół mógł zajść tak daleko, a Megadeth jest kolejnym dowodem na to, że jest to możliwe. Teraz wiele będzie zależało od tego, jak Risk zostanie przyjęty. Wiosną zagramy kilka festiwali tu, w Ameryce. Jednak więcej sobie obiecujemy po planowanej na wrzesień trzytygodniowej trasie z Iron Maiden.

MH: Czy jest jakaś szansa, by ten zestaw pojawił się także w Polsce?

DE: Naprawdę nie wiem! Wszystko zmienia się z tygodnia na tydzień, myślę, że za jakiś czas wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. Osobiście bardzo cieszę się z trasy z Iron Maiden, ponieważ graliśmy już z nimi i była to naprawdę świetna zabawa. Jeśli ta trasa dojdzie do skutku, będzie to dla wielu osób prawdziwe metalowe święto.

MH: W imieniu polskich fanów Megadeth, dziękuję ci bardzo za ten wywiad!

DE: Ja również dziękuję, mam nadzieję, że już wkrótce spotkamy się w Polsce.


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth.rockmetal.art.pl
Wywiady | Strona główna | Z powrotem na górę | Napisz do nas