Wywiady i artykuły o Megadeth


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Sławny zespół

źródło: Metal Hammer 7/1997
wywiad z Davidem Ellefsonem, rozmawiał: ZZegler


Jeszcze nigdy nie usłyszałem takiego tekstu po wystukaniu numeru telefonu danego artysty jak tym razem, kiedy miałem rozmawiać z Davidem Ellefsonem. Dziewczę w wytwórni zapowiedziało mojego rozmówcę jako "pana Davida Ellefsona, gitarzystę basowego sławnego amerykańskiego zespołu metalowego Megadeth". Kiedy nie miałem już cienia wątpliwości co do tego, z kim przyjdzie mi deliberować nad Cryptic Writings usłyszałem dalszy ciąg spektaklu: "Panie Ellefson mówi pan Zegler z polskiego pisma muzycznego Metal Hammer, czy jest pan gotowy do udzielenia mu wywiadu?" David był. A panienka nie odstępując od sztywnych reguł zwróciła się ponownie do mnie: "Panie Zegler, pański rozmówca gotów jest do udzielenia panu odpowiedzi na pytania, które zada pan w ciągu najbliższych dwudziestu minut. Czy jest pan gotowy do przeprowadzenia wywiadu?" Od kilkudziesięciu sekund powinienem był już go przeprowadzać, więc tak, jak najbardziej tak! "W zaistniałej sytuacji, panie Ellefson, panie Zegler proszę mówić" - zakończyła swoją kwestię kobieta, która pewnie od dziecka nosi gorsety... Przejdźmy do rozmowy.


Metal Hammer: Dzień dobry panie Ellefson!

David Ellefson: Dzień dobry panie Zegler!

MH: Czytałeś "Pianolę" Kurta Vonneguta?

DE: Tak. Też mi się to skojarzyło z tamtą książką, nie wiem czy ona tak musi, czy lubi sobie pogadać. Wygląda na normalną dziewczynę.

MH: Ja myślałem, że żartuje jak zapowiedziała cię z taką pompą.

DE: Byłem przekonany, że dzwoni ktoś z Wall Street Journal, a nie z Metal Hammera.

MH: Tam chyba jeszcze nie słyszeli Cryptic Writings, a ja nie mogę przestać jej słuchać i chcę o niej pogadać.

DE: Proszę zadawać pytania, panie Zegler.

MH: Na Youthanasia wprawdzie w końcówce, ale pierwszego utworu mieliście tak bardzo... wyeksponowane bębny. Jak graliście na żywo "Reckoning Day" to one były też na początku. Teraz w "Trust" jest tak samo. Macie jakieś zobowiązania wobec Nicka?

DE: [śmiech] Nie, nie, wiesz to chodzi o wytworzenie klimatu, o przygotowanie słuchacza do odpowiedniej motoryki naszych utworów. Te bębny są teraz bardzo nisko strojone przez co brzmią jak jakieś plemienne instrumenty szamańskie. Zupełnie inaczej po takim wstępie brzmi sam utwór i cała płyta. "Trust" po to znalazł się na początku płyty żeby przekonać wszystkich podejrzewających Megadeth o zmianę wykonywanej muzyki że cały czas jest OK. Że wciąż jesteśmy ciężko grającym metalowym zespołem. Gra Nicka najbardziej to uwydatnia.

MH: A będziesz mu pomagał łomocząc na kotle podczas koncertów, tak jak czasami robiłeś to na poprzedniej trasie?

DE: Wolałbym się nie powtarzać, może wymyślimy coś innego, a poza tym to ja jestem strasznie kiepskim perkusistą i tamto granie w "Reconing Day" to był raczej taki jednorazowy trick ćwiczony do "pierwszej krwi", więcej nie byłem w stanie się nauczyć. [śmiech]

MH: Powiem ci w tajemnicy, że strasznie mnie zaskoczyliście akurat taką formułą tej nowej płyty. Wprawdzie Marty mówił mi parę miesięcy temu, że Cryptic Writings to będzie ostre nawalanie z fajnymi melodiami, ale wiesz, zawsze się bierze poprawkę na to, że twórca przy rejestrowaniu swoich pomysłów nie ma do nich dystansu. A on ją wtedy opisał wyśmienicie. Nie obawiacie się "odpływu" nowych fanów, tych konsumentów awangardowego stylu bycia?

DE: Nie, słuchaj, nie będę nagrywał na płytę zupełnie nie pasującej, ładnej, gładkiej piosenki, która śmiało mogłaby być wykonywana przez powiedzmy - Smashing Pumpkins, których cenię, ale którzy są postrzegani jako zespół trwający przy tej niezależności, ale utrafiający w gusta mas. Jeżeli okaże się, że któryś z tych numerów już znajdujących się na Cryptic Writings odniesie jakiś komercyjny sukces, to fajnie. Wtedy będzie nas można nazwać uniwersalnie grającymi metalowcami. Ale kolejność musi być taka jak zawsze: najpierw mamy pomysły, później próby, nagrania, miksowanie, ocenianie całości i dopiero tuż przed wydaniem płyty decydujemy się co wydać na singlu. A jeżeli chodzi o tych, którzy powiedzmy, zaczęli nas słuchać po Countdown to Extinction bo tak było modnie, to wydaje mi się, że zupełnie skutecznie odstręczyliśmy ich już przed wydaniem Youthanasia którą promował ciężki i pokręcony "Train of Consequences" [śmiech]

MH: Być może. Ale możliwe też, że wrócą jak usłyszą początek "Needles and Pins" w "Use the Man". Dlaczego wstawiliście tam fragment piosenki Searchers?

DE: Bo teksty tych piosenek są właściwie o tym samym, tylko opisują człowieka przegranego dwóch różnych pokoleń. Poza tym może okazać się, że to połączenie będzie właśnie tym idealnym przykładem na koegzystencję czadu, metalowej pasji i melodyjności, na którą zwrócą bardziej uwagę ci, którzy na co dzień nie słuchają ostrej muzyki. Kto wie...

MH: Ale nie zależy wam specjalnie na tym, żeby przez pół roku "Use the Man" był w pierwszej dziesiątce Billboardu?

DE: Nie, ale i tak będzie. [śmiech]

MH: A obcięliście włosy?

DE: Nie. Wszyscy czterej jeszcze coś tam mamy. Czy to dobrze czy źle?

MH: Trudno powiedzieć, są zwolennicy i przeciwnicy, ale statystycznie na pierwszych miejscach list przebojów znajdują się częściej artyści ostrzyżeni.

DE: A w Polsce ludzie nie lubią jak się obcina włosy?

MH: Może nie tak radykalnie - nie lubią. Są tak jak w Stanach zapewne starzy thrashersi czy dziewczęta, którym bardziej odpowiada jak idole mają długie włosy.

DE: No to my jesteśmy dla nich.

MH: Spokojnie, zadowalacie i tych co obcinają pióra bo to są zazwyczaj bardzo otwarci, postępowi i nie mający żadnych kompleksów ludzie. A Cryptic Writings w kilku miejscach jest na tyle nowatorska, ze trzeba się skupić, żeby ją poczuć.

DE: Megadeth przecież nigdy nie był łatwym zespołem. I to w nas siedzi, nic się z tym nie da zrobić, mimo że trochę przez lata się zmieniliśmy, a muzyka ewoluuje cały czas.

MH: Jeszcze na płycie Rust in Peace okładkę zdobiła kolejna mutacja Vica Rattleheada [maszkarona-maskotki Megadeth] później na Countdown to Extinction i Youthanasia schowaliście go już na tylne strony okładek. Co będzie na obwolucie Cryptic Writings?

DE: Okładka będzie tym razem bardzo prosta. Nie będzie znowu Vica na wierzchu, ale będą Veve, ludzie oddający się kultowi voodoo Będą otwierać drzwi pewnego budynku, w którym można się będzie schronić. Oni wiedzą, że w środku mogą być bezpieczni, że oczyszczą się ze wszystkich duchów, które siedzą w ich ciałach. Dom, do którego wchodzą Veve jest metaforą naszego megadethowego Cryptic Writings - pism, które oczyszczają i zapewniają spokój. Proste, co nie?

MH: Mhm. To raczej nie powinniście mieć teraz problemów ze sprzedażą płyty względu na "coś kontrowersyjnego" na obwolucie?

DE: Nie, nie sądzę jest naprawdę spokojna i prosta. Chociaż o Youthanasia też raczej myślałem jako zwyczajnym obrazku, a pamiętamy co się działo... Takie czasy.

MH: No właśnie takie czasy nastały, że - szczególnie w Ameryce lepiej to możecie obserwować - dotychczas wykonywane zwyczajne czynności nagle staja się czymś niemoralnym, perwersyjnym albo politycznie niepoprawnym. Co sądzisz o "political correctness", zauważyłeś jakieś zmiany u swojej żony albo sąsiadów?

DE: Wiesz co, dla mnie pierwotne "political correctness" nie skrzywione, bez ekstremizmów, sprowadza się do umiejętności mówienia "przepraszam". I ja tak to traktuję. Nic ponad to, nic ponad uprzejmość. A to co się teraz wyprawia jest niczym innym jak tylko przejawem strachu przed coraz to nowymi zachowaniami. Ludzie ze strachu wymyślają jakieś ograniczenia, reguły, do których trzeba się stosować żeby być politycznie poprawnym, żeby nie stwarzać żadnych zagrożeń. Ludzie boją się ludzi i skoro już muszą ze sobą żyć to ustalają czego boją się mniej i przez to jest jeszcze dozwolone kilka rzeczy, które są przyjemne. Weźmy taką sytuację: jak ja kogoś lubię i znam, to wiem, że raz ma lepszy dzień, raz gorszy. Kiedy więc swoim zachowaniem wkurwia mnie ktoś ze znajomych to wiem, że jest to chwilowe, a kiedy ja kogoś wkurwiam to nie obchodzi mnie absolutnie, co on o mnie myśli albo jakby mu się przypodobać, jak zatrzeć złe wrażenie Cały czas jestem sobą, więc ci, którym odpowiada moje towarzystwo też będą wiedzieć kiedy jestem nieznośny i ile to potrwa, jeśli mnie znają i nie boją się. Staram się przebywać z takimi ludźmi, przy których całe to politycznie poprawne pieprzenie nie ma sensu, którzy mnie lubią i akceptują bez ciągłego upominania się o względy czy przeprosiny. Z kolei jeżeli ktoś mnie nienawidzi, to nic na to nie poradzę tylko będę go dalej wkurwiał. [śmiech]

MH: Na zakończenie waszej najnowszej płyty, na jej zwieńczenie wybraliście kawałek "FFF". Rewelacyjny w swej prostocie, przyozdobiony użyciem niesamowitego efektu w refrenie i intrygujący w warstwie tekstowej. Tylko jest jedno małe "ale". Dave rozwija skrót z tytułu do postaci sloganu "Fight For Freedom", a przecież codziennie w telewizji w wiadomościach jesteśmy przekonywani, że na świecie panuje wolność, a ewentualne konflikty wynikają z różnic światopoglądowych, religijnych czy niesprawiedliwości ekonomicznej. Ale wolni to już dawno wszyscy jesteśmy...

DE: I złośliwi, cyniczni... Dave też jest taki i ten tekst po trosze także, ale generalnie chodzi o to że na południu Kalifornii działał gang FFF i to bardziej zachowania jego członków stały się tematem tej piosenki niż globalnie postrzegana walka o wolność. Obserwowaliśmy tych gości, jakoś tam ich znaliśmy i wiedzieliśmy, że brali udział w zamieszkach w Los Angeles, w demonstracjach, akcjach antyrasistowskich, proekologicznych i pokojowych Walczą głównie z ignorancją, co jest ujęte w tekście, no i mają to swoje hasło-nazwę "Fight For Freedom".

MH: Rozumiem, że identyfikujecie się jakoś z tymi ludźmi z "FFF" skoro powstał o nich taki świetny numer. Co robisz - osobiście - ramach walki o wolność, nie płacisz podatków?

DE: Dla świętego spokoju w tej dziedzinie życia daję się zniewolić, ale walczę o wolność, jasne! Walcząc o wolność gram w Megadeth, kocham się ze swoją żoną i mówię 'Fuck' kiedy mam na to ochotę! [śmiech] Podejmuję dużo ważnych decyzji i nie pozwalam się do nich wtrącać nikomu, kogo nie dotyczą, czyli najczęściej dziennikarzom, rządowi, gliniarzom i FBI.

MH: Uważasz, że ludzie tych zawodów i tych instytucji ograniczają wolność?

DE: Na pewno nie tylko, ale ich najwyraźniej widać, najłatwiej zauważyć jak dybie na moją wolność pismak nie chcący przepuścić mnie do samochodu jeśli nie odpowiem mu na jakieś pytanie czy policjant, który wyrzuci mnie z własnego samochodu jeśli powiem mu za dużo. O rządzie i "federalnych" lepiej nie mówić, bo u nich podstawą działalności jest ograniczanie wolności nas wszystkich.

MH: Skoro jesteśmy w tym punkcie zgodni to przejdźmy do następnej kwestii, pośrednio związanej z "FFF". Czy wasz nowy producent Dann Huff nie ograniczał Megadeth w studiu?

DE: Eeee... nieeee. To jest świetny fachowiec, który wie bardzo dobrze, że gdyby zaczął nas ograniczać to cała praca - i nasza, i jego - nie miałaby sensu to jest profesjonalista, ale jeszcze zachowujący taki amatorski entuzjazm Wiesz, znani, drodzy producenci siedzą z nogami na konsolecie i dopóki nie skończysz grać powtarzają w kółko "do dupy", "schrzanione", "graj jeszcze raz". Nie mówię, że to zły styl pracy, bo zrobiłem tak sześć płyt i wszystkie uważam za dość udane, ale po sesji z Dannem twierdzę, że fajnie jest jak producent też się podnieca i szaleje je w studiu.

MH: Ale czy ta zmiana była konieczna? Czy Max Norman już nie odpowiadał wam jako "doradca, kumpel, inżynier dźwięku i producent"? [Jak mówił w trakcie sesji Youthanasia współproducent i szef kapeli - pan Mustaine] Czy może Dann jest takim "rezerwowym", bo Max akurat nie miał wolnych terminów?

DE: Staraliśmy się o Danna tak samo jak ostatnim razem o Maxa i robiliśmy to, bo wiedzieliśmy czego oczekujemy od takiego faceta. Nie wiem czy zauważyłeś, ale brzmienie Cryptic Writings jest bardziej... ludzkie. Z Maxem wychodziły nam "wysterylizowane", bardzo dobrze brzmiące, zimne kawałki metalu. Teraz udało się dzięki nowemu spojrzeniu na Megadeth przez Danna wykrzesać z tego materiału ogień!

MH: Jeżeli chodzi o produkcję to zauważyłem, że zupełnie inaczej niż dotychczas nagrane są gitary. Nie zauważa się właściwie tego że są dwie...

DE: No właśnie! to jest ten ogień, masz stereofonię, masz dużo solówek, granie z fuzzem i bez, a czujesz po prostu muzykę, bez zastanawiania się który z nich akurat gra! to znaczy, i tak każdy pozna Marty'ego i Dave'a...

MH: Natomiast Nick gra jak zupełnie inny człowiek, miejscami brzmi grindowo, miejscami jazzowo, deathowo. Skąd te zmiany?

DE: Nick ma kompleksowe wykształcenie muzyczne i nie jest dla niego dużym problemem granie różnymi technikami. Chyba jednak przesadziłeś z tą rozpiętością stylów. Założyliśmy sobie - a jak kończyliśmy sesję to stwierdziliśmy, że to założenie udało nam się zrealizować że skoro fan płaci za płytę to powinien dostać za swoje pieniądze jak najwięcej muzyki, tak to się mówi, co nie?!! Poważnie, to było tylko powiedziane, że robimy dokładne przeciwieństwo Youthanasia, na której sekcja była strasznie zrośnięta z gitarami. Dlatego Nick mógł właściwie "po drodze" robić ze ścieżkami perkusji mnóstwo szalonych rzeczy, byle tylko rytm jakoś utrzymać. [śmiech] Za to ja zagrałem tradycyjnie, w konwencji Megadeth, czasem nawet odnoszę wrażenie, że ta moja obecna gra bliższa jest temu co robiłem na naszych pierwszych płytach, tylko bez wpadek. Czyli gram archaicznie. [śmiech]

MH: To ja bym bardzo chciał to archaiczne granie tutaj w Polsce usłyszeć, i popatrzeć jak to wygląda

DE: Słucham?

MH: Pewnie znowu do Polski nie przyjedziecie podczas tej trasy?

DE: Wcale nie byłbym taki pewien. Teraz, w czerwcu i w lipcu będziemy w Europie. Jeżeli jest u was jakiś festiwal "open air" to może zagramy, chociaż nie pamiętam czy w tej części coś nam zaplanowali. Co by się jednak nie działo to na jesień znów przyjeżdżamy do Europy; mogę cię tylko zapewnić, że dostajemy dużo sygnałów z Polski i raz już całkiem poważnie się zastanawialiśmy, jak ustawić trasę żeby i u was zagrać. Tylko to nie jest taka prosta sprawa przegonić cały sprzęt powiedzmy z Belgii do waszego kraju. Ale pamiętamy.

MH: W kilku miejscach na płycie słychać echa waszych wcześniejszych kompozycji czy to kolejny ukłon w stronę dawnych czasów jak w "Victory" na poprzedniej płycie?

DE: W "Victory" była oryginalna linia melodyczna, tylko tekst był przeglądem wcześniejszych osiągnięć Megadeth, przeglądem drogi do tytułowego zwycięstwa. A teraz wiesz... ja z Dave'm gram już ponad dwanaście lat, znamy się prawie czternaście, Nick i Marty są z nami od ośmiu lat, więc mogą nam się przytrafiać jakieś podobne do tych dawniejszych zagrania, riffy Ale to chyba są jakieś subtelne podobieństwa, dla mniej wnikliwego słuchacza niezauważalne My też jakoś nie zwróciliśmy na to baczniejszej uwagi, na następnej płycie będziemy musieli uważać. Ale podoba ci się płyta?

MH: Tak. I to bardzo, a te rzeczy, które pobrzmiewają jak starsze też są fajne, tylko zastanawiałem się czy cytowaliście je specjalnie czy przypadkiem Ale że są to żaden zarzut...

DE: Słuchaj a co to są za wtręty, bo ja będę musiał tego posłuchać.

MH: W "Mastermind" jest temat z "Go to Hell", to zapisałem sobie i pójdzie do recenzji, bo jest najbardziej widoczne...

DE: Ale "Mastermind" jest takim trochę retrospektywnym kawałkiem i on wcale nie jest taki strasznie nowy. Nie jest oczywiście sprzed pięciu czy sześciu lat jak "Go to Hell", ale powstał jeszcze w trakcie trasy Youthanasia i wcale nie miał się tak nazywać. Dave przearanżował go i napisał tekst po wydaniu "Craving" [solowego projektu MD.45 - przyp. red.] kiedy już jego zespół miał nazwę i nie było to planowane "Mastermind". Ta piosenka ma już prawie dwa lata.

MH: A są inne, które też trochę sobie poczekały na zarejestrowanie na Cryptic Writings?

DE: Nie. Właśnie odetchnąłem z ulgą, bo "Mastermind" jest jedynym takim kawałkiem, który leżał sobie w szufladzie u Dave'a. Wiesz, on ma jeszcze dużo takich niespodzianek i nie jest powiedziane, że na następnej płycie nie będzie jeszcze starszych kompozycji. Właściwie to jest jedna kompozycja, która powstawała tak etapami. Najstarszy jest refren, ale resztę już dopisywaliśmy w domu. Refren Dave zaczął nucić podczas trasy. Później do nie go powstał tekst [śpiewa] "I'll Get Even With You" [Aaaaajlgetiwenliwju] , no ale to był tylko projekt, pomysł. Właściwie więc cały materiał na Cryptic Writings jest premierowy.

MH: Gdyby się nie ukazała ta płyta, gdybyście jej nie nagrali to miałbym jeszcze wątpliwości czy funkcjonuje w Megadeth jakaś wewnętrzna siła pchająca was do rywalizowania z Metalliką? Jak słucham Cryptic Writings to upewniam się, że nie ale... bywało inaczej?

DE: Ja wcale nie stawiałbym sprawy tak jednoznacznie. Bo Metallica na koncertach to zupełnie inny zespół niż na płytach. Dlatego chociażby przez wzgląd na przeszłość Dave'a rywalizujemy z metalową ostrą Metalliką z koncertów, a do jej wideoklipów i przebojów singlowych nie możemy i nie chcemy się przyrównywać, bo my gramy na żywo tak jak na płytach i wideoklipach. Tak naprawdę to od So Far, So Good... So What! już przesłaliśmy się starać o przebicie Metalliki. Wtedy nam się posypał skład, były problemy zdrowotne a u nich pasmo sukcesów... Ale to już historia. Dave nie jest Michaelem Jacksonem, nie ma jakichś fobii, są dwie różne kapele, mają swoje piosenki, swoich fanów, każdy żyje swoim życiem.

MH: Kiedyś było zupełnie inaczej, głośno było o konflikcie między Hetfieldem a Mustaine'm o podkradaniu kolejnych utworów z Megadeth do Metalliki i vice versa, był tez dyżurny temat uzależnień od wszystkich chyba używek. Teraz już tego nie ma, ustatkowaliście się, czy o rodzinę pytają cię czasami dziennikarze, którzy teraz są rockandrollowymi macho?

DE: Nie wiem kim oni są, ale robią mi niespodzianki bardzo rzadko. Faktem jest, że jakoś specjalnie nikogo nie namawiam, bo nie wszystko o swoim obecnym życiu chcę powiedzieć, ale kiedyś pytania były ciekawsze podczas wywiadów. Na pewno nie mądrzejsze, ale za to bardziej emocjonujące. Teraz mogę na palcach policzyć pytania, które zapamiętałem. Chyba znowu zacznę brać narkotyki. [śmiech]

MH: Chciałem cię pożegnać jakimś miłym akcentem, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język i nie powiedziałem "Miłych szaleństw, Dave!" bo przypomniałem sobie, jak kiedyś przez cały program poprawiałeś Vanessę Warwick, która zdrobniała twoje imię. Nie znosisz tego?

DE: Nie lubię po prostu. Poza tym to bez sensu dla mnie, kiedy zabawna i przyjemna, ale obca baba zwraca się do trzydziestoletniego faceta jak do szkraba. Może jestem strasznym ponurakiem i nie umiem się w tym wypadku wyluzować... Jest oczywiście jeszcze jeden powód - skoro w zespole jest nas dwóch, z czego jednemu nie przeszkadza zdrabnianie, to drugi musi pilnować żeby mówili do niego David.

MH: I tak cały ten wywód był zbędny, bo zaraz pojawi się pani, która nam przypomni żeby się nie spoufalać. I to będzie koniec żartów. Dlatego, jak jeszcze zdążę to proszę pamiętajcie o Polsce i o tym, że tu są najgorętsi tani metalu na świecie i że warto zobaczyć ich w akcji spoglądając ze sceny, na której się gra. Pozdrów w ich imieniu pozostałych panów z Megadeth i pogratuluj im płyty.

DE: Uh, dziękuję bardzo. Trudno mi znaleźć słowa podziękowań, dziękuję, panie Zegler, do widzenia! Proszę pozdrowić tych szalonych fanów!

MH: Do widzenia panie Ellefson!


David jest pierwszym i jedynym basistą Megadeth, przyjacielem Dave'a Mustaine'a, współkompozytorem a także autorem tekstów wielu utworów grupy. Na razie nie planuje muzycznych przedsięwzięć poza macierzystą formacją, w której spełnia się w stu procentach. Chyba jest introwertykiem, bardzo beznamiętnie potrafi mówić o ekscytujących zdarzeniach z przeszłości, sprawia wrażenie bardzo spokojnego i zdecydowanego człowieka, ma przy tym duży dystans do swojej osoby i spore poczucie humoru.


Dave człowiek, Mustaine artysta :: Próba ognia :: Thrash in Peace :: Godzilla kontra Megadeth :: Sławny zespół :: Podekscytowany rudy rydz :: Igły i szpilki :: Dar :: Megadeth - Ryzyko? :: Heroina rządziła mną i Megadeth :: Bohater :: Arogancki Amerykanin :: Spróbuj zaskarżyć Capitol Records :: Układ Warszawski :: Znowu w siodle :: Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii :: Twarzą w twarz z... Megadeth :: Trochę uderzyło mi do głowy

Megadeth.rockmetal.art.pl
Wywiady | Strona główna | Z powrotem na górę | Napisz do nas